poniedziałek, 11 listopada 2013

Ja jestem Polak, proszę pana...

„Ja jestem Polak, proszę pana, czy pan nie słyszy? (...)
Zresztą to tym bardziej świadczy, że Polska jest, jeżeli przyznają się do niej nawet tacy jak ja. (...)I ja nie opuszczę Polski w nieszczęściu. I nawet wrócę do niej. A ona będzie potem wolna i potężna jak Anglia - i ja będę miał prawo pysznić się nią. Ja ją kocham. Kocham. (Maria Dąbrowska, „Marcin Kozera”)





Wolność nie jest dana raz na zawsze i zawsze należy o nią zabiegać poprzez pamięć i szacunek dla własnej nacji i Ojczyzny. Jeśli nie trzeba, nie walczymy zbrojnie, ale może właśnie za mało staramy się o pamięć i szacunek? Może nawet nieco się wstydzimy? Nie chcemy się wywyższać. Jednak ,jak wskazuje powyższy fragment utworu Marii Dąbrowskiej, mamy prawo pysznić się naszym krajem, w znaczeniu - cieszyć się, chwaliić się jego pięknem. Spójrzmy na Amerykanów. Jestem pewna, że większość z nas uważa USA za kraj tolerancyjny. Mimo to Amerykanie pysznią się i cieszą swoją tożsamością. Uwielbiają afiszować się faktem „I’m American”, uwielbiają stosować pompatyczną frazę „God bless America”. I nikt im tego nie wypomina i nie zarzuca (polecam np artykuł o najdziwniejszych scenach z filmów gdzie stosowano ujęcie flagi tutaj). 


Natomiast, jeśli chodzi o Polaków, jest coś takiego w mediach mainstreamu, co każde dusić wszelkie przejawy patriotyzmu, co miłość do ojczyzny, do swojej ziemi i historii nazywa faszyzmem. Co każe rozglądać się na boki i uwzględniać każdą nację, przed swoją.
Np. Gazeta Wyborcza z okazji Święta Niepodległości, słowami niejakiego Jana Sowy z UJ, mówi iż "Zabory pod wieloma względami oznaczały postęp i modernizację".
Mainstream chciałby byśmy ciągle byli pod czyimś butem, byśmy klepali po główce sąsiadów i dziękowali np. Ukrainie za to, że plenią resztki tego co polskie we Lwowie, Litwie, to samo w Wilnie, a Niemcom, za to że mniejszość polska nie ma tam żadnych praw.

Mamy się uśmiechać i kiwać głowami, bo przecież nasza szlachta „ciemiężyła” wszystkich dookoła. To bzdura, której powielać nie powinniśmy. Dlaczego nie mamy dumnie wywiesić flagi biało-czerwonej, symbolizującej czystość, odwagę i waleczność ? Wspomniani tu Amerykanie, nie mają z tym problemu. Ba, nie raz widuję w Polsce czy na filmach koszulki, bluzy, spodnie prezentujące amerykańską flagę i barwy. Kiedy oglądam amerykańskie seriale czy kreskówki, mogę być pewna że z dumą będą tam prezentowane ich barwy i godło. W Polsce natomiast – od wielkiego dzwonu, zaśpiewamy jedną zwrotkę hymnu w szkole, ubierzemy szalik i jeszcze rozglądamy się na boki, czy za bardzo się nie rzucamy w oczy.

Jestem Polakiem i jestem z tego dumny, tak jak każdy inny człowiek ma prawo być dumny ze swojej ojczyzny. Jestem dumna z tego, że mój pradziadek był ułanem i że potem, poszedł na wojnę z faszystowskimi Niemcami. Nigdy nie wrócił i nigdy nie dowiedzieliśmy się co się z nim stało. Jednak, dzisiaj w takim dniu, mamy prawo, a wręcz moralny obowiązek uczcić pamięć nie tylko tych, którzy 123 lata byli ciemiężeni przez zaborców, ale tych wszystkich, którzy zapewnili naszym pokoleniom życie w wolnym kraju, gdzie językiem oficjalnym jest polski, gdzie możemy podziwiać góry, morze, zróżnicowane krajobrazy i  ciekawostki regionalne. Gdzie ludzi, jacy są tacy są, ale – kiedy znajdziesz się za granicą i usłyszysz Polaka, zawsze przywitasz go uśmiechem.

Polskość, patriotyzm, to nie wyraz nietolerancji, to nie powód do spuszczenia oczu i wstydu po kątach. Jestem Polakiem, nie wstydzę się tego i kocham ten kraj.

Nigeria – historia prawdziwa

Wczoraj obchodziliśmy dzień misyjny pod hasłem łączności z Nigerią. W tym roku, najświeższym przypadkiem prześladowań chrześcijan w Nigerii jest zamordowanie 6.11 br rodziny  w islamskim ataku na dom chrześcijan, a 4 listopada br 70 osób w ataku militarnym Boko Haram w kilku miejscach Nigerii.  4 września br wykonano samowolną egzekucję na 5 chrześcijanach w Ditch. Ekstremiści wyrzucili ich siłą z samochodu i rozstrzelali.  6 czerwca zaatakowali szkołę mordując 29 dzieci i nauczyciela. 25 marca w ataku na kościół zamordowano co najmniej 19 ludzi. Historia prześladowań chrześcijan w Nigerii, sięga jednak dużo dalej i zawiera w sobie potworną przemoc, która do tej pory wg fundacji Open Doors  zmusiła ponad 250 tysięcy chrześcijan do ucieczki z kraju, a przyniosła śmierć 2 tysiącom osób wedle oficjalnych danych. Islamscy ekstremiści  zburzyli również do tej pory 50 kościołów na 52 w samym tylko stanie Maiduguri .


Nigeria to jeden z najludniejszych krajów w Afryce Zachodniej (prawie 160 mln ludzi), podzielony na 36 stanów i 1 terytorium. W 19 stanach na północy dominują muzułmanie, głównie gr Hausa i Fulanie, w 17 południowych – chrześcijanie, z największą grupą etniczną Ibo, (pamiętajmy katolicy jak i ewangelicy). Ciągle jednak grupy religijne żyją obok siebie, stanowiąc mniej więcej podział 50:50. W stanach północnych, w sprzeczności z nigeryjską konstytucją, która zapewnia wolność religijną (z drobnym kruczkiem, iż dostosowaną do kultury regionu) wprowadzono prawo szariatu. Nigerię w 50 % zamieszkują muzułmanie, ale ich celem, co pokażą wskazane niżej przykłady, jest stworzenie z tego kraju, kraju islamskiego. Stąd, na drugą połowę ludności – tę niemuzułmańską, nakłada się zasady sprzeczne z ich światopoglądem i zmusza do opuszczenia kolejnych stanów.

Ze względu na to, że 22 kwietnia br uczestniczyłam w konferencji z udziałem nigeryjskich  działaczy społecznych zorganizowanej w Parlamencie Europejskim przez EFD , stwierdziłam że istnieje potrzeba przypomnienia tego, co dzieje się w Nigerii. Na ogół myślimy o świecie jako o tolerancyjnym. Problem nietolerancji, mam wrażenie, jest nagłaśniany tylko wówczas, gdy dotyczy środowisk LGBT, czarnoskórych lub żydów. Tymczasem o tym, że co 5 minut w Afryce ginie jeden chrześcijanin – wie mało kto. Czytając raporty z  konferencji zorganizowanej 5.10.2010 roku z inicjatywy Konrada Szymańskiego z PiS (ECR) oraz Mario Mauro z Ludu Wolności (EPL) wiadomo, że to właśnie w Nigerii odsetek morderstw na tle religijnym jest najwyższy. Ogólnie rzecz biorąc, 75% prześladowań na całym świecie wymierzone jest w chrześcijan, głównie przez islamistów wprowadzających siłą prawo szariatu.

Doskonale obrazuje to poniższy film, który zaprezentowano na wspomnianej przeze mnie konferencji w tym roku: 


W piśmie, które pomagałam przygotować, na kwietniową debatę w PE, poseł Szymański pisze, iż od grudnia 2011 do kwietnia 2012 „Ponad 250 osób zginęło, zaś wiele odniosło poważne obrażenia, w brutalnych atakach w Musari, Nijiri, Saminaka, Ratas, Mangor i Matog, w regionach Bokkos oraz Plateau czy w ataku na wioskę w chrześcijańskiej części stanu Kaduna. W marcu w wyniku eksplozji samochodu pułapki na dworcu autobusowym w chrześcijańskiej dzielnicy Sabon Gari w stanie Kano zginęło kolejne, co najmniej 60 osób”. Jest to jednak tylko wierzchołek góry lodowej.

W stanach północnych wprowadzono prawo zabraniające zmiany wiary z islamu na jakąkolwiek inną. Zabranianie ubierania się inaczej niż przewiduje szariat, czy sprzedaży i spożywania alkoholu bądź podróżowania jednakowym środkiem komunikacji przez kobiety i mężczyzn – byłoby jednak jeszcze do przeżycia, gdyby nie fakt, że działające na terenie Nigerii bojówki terrorystycznej grupy Boko Haram od lat, zbierają krwawe żniwo w tym kraju, nie oszczędzając kobiet i dzieci.

Sekta Boko Haram od 2001 roku prowadzi otwarty dżihad. Przemoc powiązana z tą grupą, przyniosła łącznie śmierć ok. 10 tysiącom ludzi, jak podają źródła wymienione tutaj. Grupa działa głównie w północnych stanach Nigerii, takich jak  Borno, Adamawa, Kaduna, Bauchi, Yobe i Kano. O ile, przed rokiem 2009 ataki ze strony Boko Haram były przypadkami jednostkowymi, o tyle po tej dacie sytuacja zmieniła się drastycznie. Grupa przeistoczyła się na wzór jednostek militarnych, zaopatrzyła w nielegalną broń i zaczęła skupiać dzieci porywane w czasie napadów i szkolone na najzacieklejszych morderców w sekcie. Wszystko w imię Allaha i „czystości” Nigerii.


7 września 2010 roku kilkunastu członków grupy zostało aresztowanych. W odwecie sekta zorganizowała napaść na więzienie Bauchi, doprowadzając do zamieszek ze strażnikami i siłami rządowymi, w których zginęło 700 osób. Lider i założyciel grupy  Mohammed Yusuf został zabity w czasie aresztowania, co popchnęło Boko Haram do szykowania odwetu. Od tego też czasu, tożsamość liderów Boko Haram pozostaje w najściślejszej tajemnicy.

31 grudnia tego samego roku, sekta zrzuciła więc bombę na baraki w okolicy Abudży – stolicy kraju, zabijając 4 osoby, a raniąc 26. W roku 2011 natomiast, rozpoczęła się fala drobniejszych ataków terrorystycznych na Borno, Yola, czy Maiduguri (bomba zabiła 25 czerwca 25 osób). Ze względu na to, że Boko Haram to sekta, nie uznają także islamskich liderów. Dowodem na to jest zamordowanie 12.08.2011 muzułmańskiego mułły. Wkrótce jednak, profil grupy nastawia się w zupełności przeciwko chrześcijanom. 4.11.2011 roku bomba wybucha w Damaturu, zabijając 100 osób, a sunnita z sekty mówi, że jest to dopiero początek. Tak też dzieje się dalej. W katolickiej dizelnicy Abudźy wybucha samochód pułapka 26 sierpnia, w wyniku czego 60 osób jest rannych a 21 ginie. W Święta Bożego Narodzenia, modlących się w 4 kościołach w Madalla, Jos, Gadaka, i Damaturu zaskakują fanatycy, rozpoczynając jednostronną strzelaninę, która przynosi śmierć 41 osobom, a rany kilkuktrotnie większej liczby ludzi. Przypadki można mnożyć i podawać w nieskończoność. Poza tymi, których wyciągnięto z mieszkania i zamordowano dokładnie w taki sposób w jaki czynili to nazistowscy Niemcy (wg sporządzonej listy, pytając czy wyrzekasz się wiary, z tą różnicą, że nie strzelano lecz odcinano głowę jeżeli człowiek nie powiedział, że przyjmuje nauczanie Mahometa). Znane są też przypadki, kiedy to bojówki wykorzystują wszelkie wypadki, by winą za nie obarczyć chrześcijan, i zachęcić ludzi do wystąpienia przeciw nim (niedawne porwanie muzułmańskiej dziewczynki, które przekształcono w ideologiczną napaść na nie-muzułmanów).  

Nie jest tak, że wszyscy Nigeryjczycy muzułmanie, chcieliby śmierci chrześcijan. Widoczne są przykłady codziennej współpracy, sąsiedztwa i sympatii. Niestety coraz częściej, ektremistyczne grupy islamistów, wymuszają na muzułmanach wrogość w kierunku chrześcijan i zabraniają jej pomagać katolikom, ewangelikom i ateistom. Chciałabym jednak zakończyć, zostawiając iskierkę nadziei na zmiany w kierunku tolerancji w Nigerii. Po pierwsze, zwiększa się świadomość ludzi, na temat sytuacji nie-muzułmanów w Afryce. Także, dzięki organizowanym przez Open Doors, czy Parlament Europejski konferencjom. Powstaje też wiele organizacji szerzących prawdę o zachowaniu ekstremistów w Afryce (np. The Christian Post, Vine of Life News, persecution.org, SMA Religious Freedom, Voice 4 Persecuted, N. Catholic Register, i inne). Ale co najważniejsze, istnieją lokalni działacze, którzy stawiają na edukację, nie poddają się I zachęcają ludność nie-muzułmańską do pozostania, rozmowy z ich sąsiadami, do utrzymania przyjaznych kontaktów w społeczeństwie, ponieważ tylko w ten sposób jest szansa na tłumienie wybuchów agresji. W Dafurze widzieliśmy tego efekty – muzułmanie pomogli chrześcijanom odbudować kościół rzymskokatolicki w 2010 roku, a wiele głosów ze strony liderów muzułmańskich mówi o potrzebie chronienia przez rząd nie-muzułmanów przed atakami terroru. Fakty są takie, że nietolerancja i czystki religijno etniczne w Nigerii, mogą przynieść w krótkim czasie, jedynie spustoszenie dla całego kraju. Nie można więc milczeć i nie zauważać.

Źródła:
Materiały i filmy z konferencji o Nigerii dostępne na stronie EFD :
Konferencja o prześladowaniu chrześcijan z 5 października 2010:
Boko Haram
Pozostałe źródła:
http://www.persecution.org/?p=50838

poniedziałek, 28 października 2013

Żałoba i nie-żałoba

Kancelaria Premiera szczerze opłakuje dzisiaj śmierć Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera III RP, byłego członka PZPR.
https://www.premier.gov.pl/static/files/styles/min797x444/public/images/_60q0140.jpg


Tadeusza Mazowieckiego zna każdy uczeń historii i WOSu, ponieważ człowieka tego wylansowanego na autorytet o skali światowej. Zmarł w wieku 84 lat, jednak o czym nie mówią dzisiaj media, opłakujące jego śmierć - to fakt, iż jego rząd robił wszystko by nie zmieniać zastałej sytuacji, a jego członkami w większości byli komuniści, którzy dzierżyli wszystkie kluczowe resorty. Wówczas to propaganda wbijała Polakom do głowy iż jest to nasz, przełomowy rząd. Sam Mazowiecki od 1953 roku brał udział w szkalowaniu Prymasa Wyszyńskiego, opowiadając się po stronie Gomułki. W czasie piastowania stanowiska premiera zezwolił on komisji Michnika na penetrowanie tajnych akt SB. Jednak tym co mnie i wielu innych ludzi boli najbardziej i nie pozwala przebaczyć Mazowieckiemu i uznać go za autorytet i narodowego bohatera, jest fakt iż promował on i wręcz wymyślił pojęcie odcięcia się grubą kreską od przeszłości - niewygodnej ani dla niego, ani dla żadnego donosiciela PRL. Człowiek, który sprawił że w naszym kraju nie przeprowadzono lustracji i do dziś nie wiemy kto był kim, co kto ukrywa i drobne grzeszki niektórych ludzi, jak mały donosik, urosły do rangi wielkiego zakłamania. Człowiek, który przyłożył się bezpośrednio do utrzymania  SB-ków na emeryturkach lub bezpośrednio w służbach III RP. Niemalże wszystkie media w dzisiejszym dniu, (w którym przyznaję, rodzinie zmarłego należy się spokój), odcięły się grubą kreską od jego przeszłości - ale  nachalne lansowanie go na autorytet moralny jest po prostu denerwujące, a za główną jego zaletę podawanie elegancji i klasy ...


Przypadkowo, z datą śmierci  Tadeusza Mazowieckiego zbiegło się wydanie przez tygodnik wSieci numeru z okładką, prezentującą jak w dniu narodowej katastrofy, jak można określić wypadek w Smoleńsku w 2010 roku, gdzie zginęło 96 osób i w tym głowa państwa i politycy wszystkich opcji politycznych. Zdjęcie na pewno wykonano po tym jak premier Tusk dowiedział się o śmierci swoich znajomych, w dniu w którym cały świat widział jego rozpacz. Ale czegoś chyba jednak nie widział. Zdjęcie wykonał Rosjanin, a Władimir Putin na pewno ma zarejestrowanych więcej tego typu wyrazów żałoby ze strony Premiera.

Pozostawiam do własnej interpretacji.

Źródła:



wtorek, 22 października 2013

Wszystkiemu winni Żołnierze Wyklęci! czyli Najsztub o żrącym ataku na Kubę

    W planach mam kilka wpisów o Żołnierzach Wyklętych, zwłaszcza że osobiście znałam kilku członków Stowarzyszenia Kombatantów AK okręg Wilno, z siedzibą w Gdańsku. Ponadto, między 19-21 września br uczestniczyłam w V Festiwalu Filmów Dokumentalnych "Niepokorni Niezłomni Wyklęci", który przyciągnął całe rzesze, także młodzieży, do Gdyni.
Okazuje się jednak, że mogę zostać posądzona o podburzanie młodzieży do ataków na celebrytów!

        Piotr Najsztub publicysta obecnie TVN Style, porównał bowiem promowanie kombatantów AK, którzy po II wojnie światowej działali w podziemiu antykomunistycznym, byli skazywani na śmierć, więzienie bądź represjonowani przez służby bezpieczeństwa - do podżegania do ataków na mainstreamowe persony w Polsce w XXI wieku.

Jako, że wczoraj Jakub "Kuba" Wojewódzki został oblany żrącą substancją przez zamaskowanego mężczyznę pod siedzibą Radia Eska, w DzieńDobry TVN Najsztub przewidział zagrożenie jako rzekomo mają przynieść prawicowe media promujące Żołnierzy Wyklętych:

"Różne postawy promowane są bez pewnego rodzaju refleksji. Ja uważam, że wieloletnie promowanie tzw. Żołnierzy Wyklętych, (…) bezkrytyczne promowanie, bo to były skomplikowane ludzkie losy, a potem przedstawia się to młodym ludziom w prawicowych mediach jako wzory do naśladowania. To promowanie po iluś latach zaowocuje tym, że ktoś się poczuje Żołnierzem Wyklętym, w okupowanym kraju, zacznie wyimaginowanych okupantów zabijać, albo ich w jakiś sposób atakować"

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać - ponieważ za chwilę okaże się że Żołnierze Wyklęci są winni wszystkim występkom jakie miały miejsce w Polsce od 1939 roku! Najpierw oberwali za to, że nasi wojenni sojusznicy ich zostawili bez pomocy, potem za to, że działali w partyzantce, za to, że nie chcieli w Polsce komunizmu, a teraz - za sianie zamętu.  Na szczęście obronią nas publicyści krzywiący się na sam dźwięk słowa patriotyzm!


*Zaznaczam, że w żaden sposób nie popieram atakowania kogokolwiek czymkolwiek - czyn powinien zostać ukarany, sprawca schwytany, ale znając polskie warunki - jakoś nie wierzę, że to się stanie. Jednakże, skoro nie wiadomo kto, z jakich przyczyn zaatakował Wojewódzkiego, człowieka który obraził setki ludzi i grup, oszczędziłabym sobie prób zwalania odpowiedzialności na ŻW lub próby opartego na faktach wypełniania białych kart w polskiej historii. Zwłaszcza jako osoba publiczna pokroju Najsztuba.

Rosyjscy oligarchowie na tropie polskich spółek

        Portal WPolityce.pl dowodzi, że Rosjanie powoli przejmują wpływy w polskich spółkach. Za przykład podaje opublikowane przez „PulsBiznesu” informacje o Władimirze Jewtuszenkowie, którego majątek jest szacowany na 8 mld dolarów. Portal przypomina świeżą sprawę zamknięcia Przekroju, który właśnie Jewtuszenkow przejął. 


Ten rosyjski oligarcha jest znany w całej Europie, kilka lat temu wypowiadał się na temat swoich inwestycji w Niemczech, gdzie zamierza prześcignąć Vodafone, jak podaje wnp.pl. Był wówczas zaangażowany w powstanie Sistemy, którą Niemcy uważali za chronioną przez tajne rosyjskie służby. Firma Jewtuszenkowa jest jednym z największych przedsiębiorstw w Rosji. Zajmuje się m.in. telekomunikacją, mediami, bankowością, handlem i turystyką. Poza Przekrojem, zainteresowała się również kilkoma innymi podmiotami Agory, jeszcze niczego nie nabywając. Z drugiej strony WPolityce.pl przypomina doniesienia portalu Defence24 który ostrzegał przed dwuznaczną aktywnością rosyjskiej spółki  Acron Wiaczesława Kantora, która zamierza zakupić polskie Azoty, między innymi wg „Wprostu” fundując polskim dziennikarzom m.in.  TVP, "Rzeczpospolitej", "Trybuny" oraz "Przeglądu"  luksusową wycieczkę do Moskwy. Wg czeskich gazet, osoba organizująca ten wyjazd – Leonid Swidrow (korespondent Ria Novosti w Warszawie) jest rosyjskim szpiegiem, jak opisywały to w 2006 roku (po zablokowaniu akredytacji dla Swidrowa). Ponadto, jak utrzymuje „Wprost” wyjazdem polskich dziennikarzy interesowało się ABW.

         Można się kłócić, że właściwie co to kogo obchodzi, kto jest właścicielem polskich mediów. Jednak temat ten przykuł moją uwagę, ponieważ w 2012 roku w opublikowanej przeze mnie pracy  pt. „Ekspansja koncernu Gazprom na rynku niemieckim” szczegółowo zbadałam aktywność rosyjskich oligarchów w niemieckich mediach, szkołach, spółkach niezwiązanych w ogóle z gazem. Gazprom jest przecież właścicielem Schalke 04, w Europa Park (niemiecki park rozrywki w Rust) otworzył atrakcję dla dzieci Gazprom’s Energy Experience. O tym, że podejmowane przez Gazprom akcje marketingowe przynoszą pozytywne skutki dla wizerunku korporacji, przekonuje wynik Gazpromu Germania GmbH z czerwca 2010. Korporacja odnotowała wówczas drugi najwyższy w swojej 20-letniej historii zysk roczny za 2009 rok : 496,5 milionów euro. Gazprom Germania wspiera ponadto projekty edukacyjne, popularyzujące w Niemczech naukę języka rosyjskiego w przedszkolach, szkołach i na uniwersytetach.  Poza tym, jak korporacja zapewnia w swojej broszurze, organizuje koncerty i wystawy rosyjskich artystów w Niemczech. Gazprom Export poprzez grupę Germania działa także w sferze ubezpieczeń. Z SOVAG wspiera zachodnich inwestorów w ocenie ryzyka inwestycji na terenie Rosji i WNP.  

      Wszystko to ociepliło wizerunek Rosjan, pozwoliło im tworzyć nowe joint venture, otwierać stacje paliw, zyskiwać dobre wyniki giełdowe. Podobnie, moim zdaniem, są działania rosyjskich podmiotów w Polsce. Gazprom ilustruje w tej chwili Rosję, zwłaszcza że państwo ma 51% udziałów w spółce.  Można więc tę metaforę przenieść na działalność Jewtuszenkowa, Kantora i Swidrowa (który reprezentuje Ria Novosti finansowaną przez rosyjski budżet).Sprawa aktywności tych podmiotów na polskim rynku jest poważna, zwłaszcza w przypadku naszego bezpieczeństwa energetycznego i wolności słowa. Chyba, że ktoś wierzy iż Rosja i jej media i spółki są w 100% niezależne od Kremla...

Źródła:



Zdzitowiecka L. , Ekspansja koncernu Gazprom na rynku niemieckim, Uniwersytet Warszawski 2012

poniedziałek, 21 października 2013

OLEJNIK - człowiek od przerabiania Macierewicza... w photoshopie

Facebook ostatnio się uwziął i namiętnie wyświetla mi w proponowanych stronach fanpage Moniki Olejnik. Z ciekawości weszłam i zdaję relację, tak obiektywną jak tylko się da. Czym przez ostatnie 5 miesięcy żyła baronessa polskiego dziennikarstwa i może ważniejsze pytanie, czym karmiła opinię publiczną i co to wniosło na scenę publiczną?

 Przeglądam sobie stronę fejsbukową Moniki Olejnik. Otóż, Olejnik, traktowana jest przez niektóre media jako boginii dziennikarstwa, swoista Fanny Fern XXI wieku, publicystka, która potrafi każdego przyprzeć do muru.  Kilka(set) razy zdarzyło mi się zupełnie przypadkowo wysłuchać pani Moniki, zwłaszcza na antenie radia Zet. Śmiało mogę chyba przypuszczać, że panią Monikę wielbi co najmniej 43 380 internatów na tyle, żeby polubić jej stronę. Zastanawiam się tylko, czy wielbią ją jako osobowość czy dziennikarkę. Zarówno bowiem z jej audycji jak i zwłaszcza  fanpejdża  wynika, że osobowością jest na pewno. Co do dziennikarstwa, mam wątpliwości. Chyba, że mówimy o dziennikarstwie, które nie jest obiektywnym przekazywaniem informacji, dawaniem szansy na wypowiedź gościowi programu i mniej więcej szukaniem wad i zalet u wszystkich osób publicznych, a nie tylko z jednej sejmowej strony.

Taki przykład podam. Co dzisiaj, 21 października znajduje się na oficjalnej stronie pani kultowej dziennikarki ? Na okładce, pani Monika biegnie w szortach. Na profilowym przesyła buzi.  Dzisiaj –photoshopowane zdjęcie Macierewicza z dziwnym hełmem na głowie, 18.10 – Olejnik pisze „Arcypapież Terlikowski popatrzył na mnie znacząco: Każdy, kto nie jest w związku małżeńskim, powinien żyć w celibacie, nie tylko księża. Idę to przemyśleć ;)” . Dalej zdjęcie Hofmana, zdjęcie Kaczyńskiego, 17.10 – Macierewicz jako Lord Vader, 16.10 – zdjęcie Kurskiego z Kaczyńskim wymieniających uściski z miną ekstazy, dalej 3 wpisy o piłce nożnej w tym zdjęcie pani Moniki pod monumentem na Wembley, dalej zdjęcie Olejnik w Radiu Zet przesyłającej „40 tys buziaków dla 40tys fanów”, wpis o bezczelności braci Karnowskich  z 14.10: „Bezczelność braci Karnowskich nie zna granic. Na okładce Tomasz Lis, a w środku artykuł "Brunatne pióra" zilustrowany moim zdjęciem, w którym dziennikarzy porównuje się do architektów nazistowskiej propagandy. I to wszystko w obronie Kościoła. "W ścieku" głupota ściga się z obrzydliwością.” . 11.10 zdjęcie Kaczyńskiego i Macierewicza w dorobionym w paint-cie sercu.  Następnie kilka wpisów o Michaliku, jeden biedny poseł PSL – Piechociński z koszem grzybów, 4.10 – Monika z Olbrychskim, Putin, Kościół, Kościół, Fronda, 23.09 – Kaczyński i pytanie Olejnik, sugerujące że Gron-Waltz nie jest okupantem,  22.09 – znowu Olejnik pozuje w radiu Zet, 18.09 – Macierewicz wpleciony z panią Olejnik w obraz Muncha Krzyk, PiS, PiS, Wałęsa, Komorowski, cała masa wakacyjnych zdjęć gdzie Olejnik wdzięczy się niczym 18latka... do fanów, znowu Prezes zaciskający pięści z 1 lipca i wpis, że prawicowa prasa tylko o pięści Tuska, 28.06  - photoshop niezależnych dziennikarzy (Semka, Wildstein, Wolski itd) jako japońska armia z podpisem „japoński odlot polskiej prawicy” 13.06- Macierewicz w photoshopie z Misision Impossible, itd. itd. Dalej, nie chce mi się już przewijać. 

Wynik – tyle ile dałam radę obejrzeć, od końca czerwca do dzisiaj – 21.10 pani super-dziennikarka przez duże D, dziennikarzy tak, że zajmuje się
1)      umieszczaniem zabawnych obrazków z Macierewiczem, Kaczyńskim i ludźmi związanymi z prawicą
2)       przytaczaniem słów przedstawicieli Kościoła i frondy
3)      Umieszczaniem swoich zdjęć z wakacji, i zaproszeń do swoich Kropek nad I i innych.

Konkluzja, nie wiem na czym polega fenomen dziennikarstwa pani Olejnik ? Czy może, „leci na opinii”, czy może po prostu powiela gusta fanów? Jedno jest widoczne, z dziennikarstwem ma to niewiele wspólnego. Naprawdę życzyłabym sobie, żeby pani Olej-nik rozliczała wszystkich tak szczegółowo, tak dobitnie i tak „codziennie” jak Macierewicza. Uważam, że opinia publiczna – wiedza czytelników, słuchaczy zyskałaby wiele. W tej chwili , w mojej opinii, z jej komentarzami nie zyskuje prawie nic. Dokładnie za  miesiąc 57 urodziny pani Moniki, z tej okazji sprawdzimy czy tematyka artykułów pani Olejnik ulegnie w tym czasie jakiejś obiektywizacji. Może ostatnie 5 miesięcy było tylko wyjątkiem. Osobiście... stawiam jednak na kolejne przeróbki Macierewicza.

poniedziałek, 14 października 2013

Czy KEN i nauczyciele zasługują na Święto ?

Dzieci biegające po podwórkach sąsiadów poinformowały mnie dzisiaj, że mają wolne z okazji święta. Święta Nauczyciela tudzież Edukacji Narodowej czy też KEN.Szkolnictwo podstawowe i wyższe obchodzi dziś więc święto. Po tym jak nie zostawiłam suchej nitki na szkolnictwie wyższym w swoim tekście o systemie bolońskim, ciężko jest powiedzieć coś nowego. Nauczyciele wg mnie, obchodzić swój dzień powinni - ale polska edukacja XXI wieku zdecydowanie powinna pozostawić 14 października Międzynarodowym Dniem Zmniejszania Skutków Klęsk Żywiołowych - jak czyni to Nonsensopedia. 

Właściwie nie wiedziałam, za który problem się zabrać w tym wpisie - za edukację publiczną ? Chyba nie warto, koń jaki jest każdy widzi, jednym słowem klęska. Jednym zdaniem - poziom obniża się z roku na rok w zastraszającym tempie. Podejmę więc drugi temat, jako że jest to Dzień Nauczyciela - czy należy im się ten dzień?

Można powiedzieć, że w zawodzie nauczyciela znajdziemy takich ludzi jak wszędzie i dobrych i złych, i tych którzy odwalają fuszerkę i tych którzy wkładają całe serce w swój zawód. Niestety obserwacją, wnikliwą obserwacją nauczycieli zajmuję się od zawsze. Odkąd skończyłam 6 lat  - wtedy nieświadomie i nieumiejętnie, aż do studenckich praktyk, kiedy szczegółowo, wg pewnych kryteriów opisuję ich poczynania.

Znowu dostaną mi się pewnie baty za to co powiem, ale jakieś 80% nauczycieli to ludzie zatrważający. To rzadko niedouki (choć i tacy się zdarzają), a częściej "olewusy", które swoją wiedzą dzielą się niechętnie lub nieumiejętnie. Z drugiej strony, jako wychowawcy narodu, powinni swój dzień obchodzić. Dlaczego ? Z dwóch powodów, po pierwsze - jakaś część z nich może po uroczystym apelu poczuć się doceniona, innym coś w sumieniu powie, że mogliby się bardziej postarać. Po drugie, fakt że nauczyciele obchodzą swój dzień sprawi, że kilku uczniów zawsze pomyśli o tym, że nauczyciel jest kimś ważnym i warto go szanować. 

A między Bogiem a prawdą, problem z uczniami nie bierze się bezpośrednio ze szkoły. Wynika on z wychowania zapewnionego tym dzieciom przez ich rodziców. Wynika z tego, ile wlali oni w głowę dziecka szacunku do nich samych, do obcych, ile zamiłowania do rozwoju.

Piękny rysunek obrazujący współczesną pozycję nauczycieli widziałam na jednym z portali dowcipkujących:

O ile zaszły w tym czasie pewne pozytywne zmiany - nauczyciel nie może bić ucznia po palcach,  o tyle czasami mam takie kontrowersyjne wrażenie, że współcześni uczniowie bardziej na to zasługują niż kiedyś. Ba, nie uczniowie - ale ich rodzice. Jako nauczyciel muszę się w XXI wieku liczyć z tym, że w ogóle nie mogę dotknąć dziecka. Poklepanie go po ramieniu, czy położenie mu ręki na głowie - jest interpretowane jako molestowanie. Jeśli dziecko dostaje same dwóje, muszę się liczyć z tym, że rodzice wpadną do szkoły robiąc awanturę o to, że nie umiem uczyć ich dziecka, które przecież jest genialne lub też znęcam się nad nim, bo tylko on ma dwóje. Jeśli nie daj Boże, na wywiadówce zauważę, że dziecko X pyskuje, chodzi po klasie, nie słucha, bawi się telefonem czy inna z miliona rzeczy, które dzieci uważają za stosowne robić na lekcjach - jest to moja wina, bo albo nie umiem dziecka zainteresować, albo w ogóle wymyśliłam sobie złe zachowanie ucznia, który w domu jest prawdziwym aniołem.

Przykłady można mnożyć, każdy nauczyciel miał sytuację impasu, kiedy rodzice przyszli z pretensjami, groźbami bądź płaczem wymuszali łagodniejsze podejście do ucznia. Jak więc w tym wszystkim, można dzisiaj kogokolwiek czegoś nauczyć ? Ciężko jest powiedzieć. Kłania się cywilizacyjna średnia Gaussa. 
Za te wszystkie przykrości nauczycielom ich dzień się należy. Należy się także tym, którzy poświęcają dodatkowy czas na angażowanie uczniów w przedstawienia, gazetki, kółka, konkursy. O ile nie zaczną narzekać na swoje zarobki. W Polsce każdy narzeka na swoje zarobki, ale mam takie wrażenie (edukują mnie od 17 lat, było ich więc grubo ponad 100 - to, uważam, duża grupa ankietowanych ;) )  że nauczyciele narzekają najwięcej. I tak, o ile początkujący nauczyciel zarabia marnie, o tyle po 3,4 latach nauczania, dodatkach takich i owakich, wolnych weekendach, wakacjach, feriach, małej liczbie godzin - zarabia całkiem dużo. I zazwyczaj zawsze jednak jeździ do pracy samochodem, a nie autobusem - czego biedacy w Polsce nie robią. Oczywiście teraz, obcina się przywileje nauczycieli oraz skraca ilość etatów - to już druga strona medalu. Miejsc dla nauczycieli jest i będzie coraz mniej.

Przykre to, ale co zrobić. Może liczyć na to, że nasza cywilizacja jeszcze nie upadła do końca i zrozumie wartość nauczania, wychowania a może nawet delikatnej kinderssztuby. Czego w Dniu Nauczyciela życzę kolegom po fachu i sobie.

Ref-erendalny Ref-ren

Zanim weźmiemy się za temat Święta Nauczyciela muszę się odnieść do wyniku referendum w Warszawie. Zabrakło kilku procent frekwencji by odwołać panią prezydent. Apropos mojej wczorajszej wstawki - wymodliła sobie. Nie zwalałabym jednak całej odpowiedzialności na Pana Boga. Drżący ze strachu dworzanie HGW zrobili co mogli, by taki właśnie wynik uzyskać. 

Jak pisałam poprzednio, utrudnili możliwość głosowania, poprzez wymaganie śmiesznych wręcz dokumentów, spóźnione obwieszczanie miejsc lokalów wyborczych i naturalnie niezwykłą machinę propagandy, która zachęcała ludzi do zostania w domu. Ktoś mógłby rzec - do przewidzenia. Nie mam żalu do pani prezydent, nie mam żalu do jej przydupasków, którzy chcieli zachować siedzisko zamiast twarzy. Właściwie mam ogromny żal do mieszkańców Warszawy - choć sama nie wiem czemu, to oni sami siebie ugotowali takim wynikiem. Mieszkając w Warszawie przez rok, na Pradze Południe, w drodze na uczelnię bardzo często zdarzało mi się słyszeć psioczenie na kolejne wymysły HGW, a był to rok 2009. Minęły 4 lata, a mieszkańcy stolicy nadal psioczą, ale udają że jest OK. Czy to tak do końca fala lemingów, fanów Krytyki Politycznej i zatwardziałych komuchów ? Nie sądzę. Warszawa to miasto dużo bardziej zróżnicowane, to miasto ewenement na skalę naszego kraju. To tutaj miesza się Polska to tutaj miesza się z Polską zagranica. Tutaj jest punkt gdzie intelektualiści mijają się na ulicy z bezdomnymi, studentami, gwiazdami filmu i aktorzynami z reklam. Zdaję sobie sprawę, że przysporzę sobie wielu wrogów w momencie w którym to powiem, ale to tutaj większość mieszkańców (z wyjątkami rzędu 10%) to gawiedź, która wyjechała ze swoich miasteczek i wsi, bo tam sobie nie radziła. Warszawa, jako największe miasto w Polsce, działa na zasadzie worka bez dna, nieważne ile osób przyjmuje, zawsze przyjmie więcej, każdy tutaj wtopi się w tłum, każdy zbieg, każde dziecko, każda postać rozpoznawalna. 

To tutaj cumują kłębowiska Turków, podejrzanych imigrantów i innych wędrujących elektronów. Wymagam więc zbyt wiele od tej gawiedzi, by ponad 30% tych ludzi, uczestniczyło w demokratycznym referendum. Tzw warszawiacy, są bowiem zawsze zajęci czymś ważniejszym, w ich opinii. Farbowani warszawiacy stanowią tło legend, posiadają stereotyp odpowiedni dla każdej grupy wiekowej. Kiedy zdarza mi się mieć nieszczęście przebywania nad samym morzem latem - jestem w stanie wskazać "warszawiaka" z trafnością 90%. 
"Państwo pewnie z Warszawy" - to kultowy już tekst, tak często używany przez pracowników sezonowym  nad morzem (w górach i na mazurach pewnie też). Więc cała ta Warszawka, z całą multikulti (wyłączając jakieś 25% ludzi) stwierdziła, że wybrany przez nich prezydent jest godny zaufania. 

Sama nie zniosłam długo mieszkania w stolicy. Jest to świetne miasto do spędzenia weekendu, ale na dłuższą metę razi jakąś nadętością, zupełnie nieuzasadnioną. Korki, przestępczość, roboty, budowy, wieżowce, galerie, tłok, ścisk, rachunki, ceny, bilety - to wszystko przyprawia o zawrót głowy, którą trzeba mieć albo mocną albo betonową, albo zakutą, żeby to wszystko wytrzymać. Innymi słowy - jaki elektorat taki prezydent. Jacy mieszkańcy takie referendum.

niedziela, 13 października 2013

Dzień jak nie co dzień

W Warszawie trwa dzisiaj referendum w sprawie odwołania HGW. Emocje na ulicach są odczuwalne. Pogoda nie napawa optymizmem, a przecież dla kogoś zwiastuje to ciemne chmury. Pytanie czy dla Warszawy czy dla Hanki  - jest dziś warte milion dolarów i podają je z ust do ust setki Polaków. Już wkrótce się dowiemy kto zwyciężył, czy skutecznie zniechęcono ludzi do ich demokratycznego prawa, czy jednak frekwencja dopisała.

Z drugiej strony 13.10.2013 roku to też inny dzień. Dzień Papieski, obchodzony po raz trzynasty. Główne obchody we wspomnianej Warszawie dziś wieczorem. Dokładnie pamiętam jak rok temu, pani HGW wraz z abp Nyczem stali na scenie na Placu Zamkowym w trakcie Apelu Jasnogórskiego. Można więc stwierdzić że żarliwość ówczesnej modlitwy przyniesie pani jeszcze prezydent właściwy skutek. Jednak nie tylko o Warszawie chciałam wspomnieć w kontekście tego Dnia. Dzień Papieski - a za 3 dni  35 rocznica wyboru Jana Pawła II, Polaka, na Stolicę Piotrową, przypomina nam znowu o nim i jego nauce oraz wzmaga falę komentarzy zahaczających o powyższe. Dołóżmy do tego fakt, że zupełnie niedawno ogłoszono iż 27 kwietnia, za ponad pół roku JP II zostanie kanonizowany. Jan Paweł II to autorytet na który każdy Polak lubi się powoływać. Dlatego, że nie trzeba być Katolikiem, by widzieć wielkość tego człowieka. Przy jego postaci i wszystkim co zrobił w czasie pontyfikatu, bledną sylwetki takiej jak Lech Wałęsa, czy inne osobistości znane w świecie. Nie dziwi więc, że w tym roku hasło Dnia Papieskiego to Papież Dialogu. Tego, czego w Polsce A.D 2013 bardzo brakuje, co powyższy przykład referendum i szumu (czy zakłóceń) wokół niego reprezentuje. 


Janem Pawłem II lubią się podpierać politycy lewicy jak np Aleksander Kwaśniewski czy Józef Oleksy ("Spotkałem się z papieżem trzy razy. Obcowanie z nim rodziło poczucie dostojeństwa. Za każdym razem czułem się zaszczycony i wyróżniony rozmową z nim") czy też pierwsi zaciekli obrońcy obecnej władzy jak Stefan Niesiołowski: "Ja byłem na wszystkich pielgrzymkach.", który następnie omawia trudne "Przykazanie miłujcie swoich nieprzyjaciół" udowadniając, że Polacy którzy uczestniczyli w spotkaniach z JP2 byli zjednoczeni, reszta nie.
(http://wiadomosci.wp.tv/i,Z-Wiejskiej-Politycy-o-Janie-Pawle-II,mid,786057,index.html?ticaid=61179e#m786057Pan Stefan, jak wszyscy wiemy doskonale zrozumiał nauki Jana Pawła II i jest idelanym przykładem Polaka, dla którego te nauki są ważne. Niestety nie tylko wśród polityków mamy do czynienia, ze "słownym" szacunkiem wobec osoby Jana Pawła II. Zapytajcie Polaków, kto jest dla nich autorytetem - zaraz po rodzicach wymieniają figurę Karola Wojtyły ( http://www.interklasa.pl/portal/index/strony?mainSP=nowosci&mainSRV=Debaty&page=main&action=news&pn_oid=340017)  - drugi sondaż CBOS http://wyborcza.pl/1,76842,9519392,Sondaz_CBOS__Powoli_zapominamy_o_Janie_Pawle_II.html      W 2010 roku Jana Pawła II papieża za autorytet uznało aż 93 proc. badanych. 55 proc. Polaków przyznaje, że modliło się do Jana Pawła II , ale już tylko 66% badanych stwierdzało że kieruje się jego nauką.
Widzimy to zresztą na każdym kroku. Z jednej strony w  Dniu Papieskim, każdy mówi tak to był wielki człowiek. Z drugiej zgadza się na dokładnie przeciwne wartości niż on propagował.

niedziela, 6 października 2013

Czy Polacy wstydzą się Polski?

 „Jak tylko za to,
 że jestem  Polakiem,
 spojrzeli na mnie ze wzgardą, niesmakiem
 i Polak pikolak,
 i Polak kelner,
 i polska barmanka – dziewczę subtelne,
 (…) i polski dyrektor
 (co miał polski order) -
 a polski kociak
dał mi w polską mordę,
bo pewnie liczył już szalenie
 na polsko – francuskie zbliżenie…”
["Skandal międzynarodowy" Marian Załucki]


          Jakiś czas temu wpadł w moje ręce tomik Mariana Załuckiego pt "Kpiny i kpinki" i doszłam do wniosku, że szkoda byłoby nie wspomnieć o jego twórczości. Różnorakie, prześmiewcze wierszyki,które dopiekały  władzy PRL, ale też dotykały codziennych spraw w niecodzienny sposób. Załucki szczególnie przykuł moją uwagę ponadczasowym charakterem "kpinek" i będąc poezją "lekką i przyjemną" jednocześnie skłonił do przemyśleń. Czytając pewien artykuł pana Waldemara Łysiaka w dawnym "Uważam Rze", od razu przyszła mi do głowy seria wierszy tego zapomnianego, moim zdaniem, kabareciarza. Jego wiersze są nadal aktualne i z powodzeniem można je przełożyć na obecną Polskę. Według mnie, jednak bije w oczy mentalność Polaków, która niewiele różni się od tej, opisywanej przez Załuckiego. Zwracam tu uwagę na "Skandal międzynarodowy" - przezabawną opowiastkę, w której to autor (występujący jako Marianek) wybiera się na obiad do wytwornej restauracji hotelu "Orbis". Przychodzą tu różni obcokrajowcy i Polacy z tzw "salonów". Niestety, jak się okazuje, nasz głodny bohater nie znajduje ani jednego wolnego "polskiego stolika". Postanawia zatem, tylko ze względu na głód, zasiąść przy stoliku "z francuską chorągiewką" i pozować na francuskiego fircyka.

   Jako Francuz, bohater przykuwa uwagę wszystkich Polaków znajdujących się w restauracji. Zatem, zostaje obsłużony błyskawicznie, zarówno przez pikolaka jak i kelnera. Zdobywa pochlebne i zalotne uśmiechy pięknych dziewcząt. Jest podziwiana jego "francuska maniera", gust, sposób jedzenia a nawet skarpetki (które rzeczywiście pochodzą nie z Paryża, a z MSD-nu). Co prawda, kawaler nie zna wielu słów po francusku, dlatego też zamawia zwykłe kluski , ale jakoś sobie radzi. Odpowiada zalotnej pannie "ehem", a towarzystwo, które zaprosiło go na szampana (bo francuski – i szampan i kompan), zjednuje sobie wykrzykując "Vive la Pologne", na co gościnni patrioci polscy odpowiadają Marsylianką.

  Pewnie wszystko poszłoby wyśmienicie, a nasz fircyk, zakończyłby obiad "pogłębiając stosunki" polsko-francuskie, z którąś z polskich "kociaków", gdyby nie znajomy, który wpadł do restauracji i nieopatrznie zaczął po polsku wołać "Marianka".
Zarówno polska obsługa: kelner, pikolak i barmanka, jak i polscy klienci są rozwścieczeni. Zapewne z jednego powodu – dali się nabrać i doskonale widzą własną niemądrą "gadkę". Oto chwilę temu pobożnie czcili ubiór i zachowanie "paryskie", aż okazało się, że to ich rodak.
Z całej tej sytuacji, nasz drobny oszust, wychodzi obtłuczony i pobity, za wywołanie tytułowego skandalu.

   Taka jest, moim zdaniem mentalność Polaków nadal. Niemal codziennie spotykam ludzi, którzy gotowi są wychwalać pod niebiosa (przerysuję tu, używając stereotypów) niemieckie samochody, francuską modę, amerykański styl bycia, i wiele innych rzeczy. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że nie są polskie. I to nie jest przykład braku patriotyzmu lub posiadania kosmopolitycznego obeznania. Jest to przykład tępej głupoty i niedostrzegania, że to, iż żyjemy w Polsce, nie znaczy że jesteśmy gorsi. Nie jest tak kolorowo w innych krajach, jak się nam zdaje, a mimo to, nie usłyszymy od innych nacji, aby wyszydzali własne produkty, własne "podwórko", a bili peany na cześć wszystkich pozostałych narodów.

   Może, więc ten dowcipny wierszyk Mariana Załuckiego, unaoczni nam, że tak naprawdę niewiele różnimy się od pozostałych narodów. Pozory mogą mylić, a my jako Polacy, nie popadając absolutnie w nacjonalizm, możemy i mamy prawo szczycić się własną Ojczyzną, a co najważniejsze być dumni z tego, co mamy. Warto o tym pamiętać, zanim ludzi którzy chcieli wyrazić swoje przywiązanie do polskich korzeni i wartości  w święto narodowe, nazwiemy faszystami.

Marian Załucki mimo, że był patriotą, dostrzegał pewne wady Polaków, takie jak nadmierne picie- o czym mówi w swoim monologu "Wyrodny syn" jednak jeszcze bardziej dostrzegał wady systemu  socjalistycznego. Jako warszawiak wyśmiewał np budownictwo w blokach wielkopłytowych. Niestety, żaden z jego wierszy nie przestał być aktualny - "Komfort działa" przypomina do złudzenia opowieści mieszkańców nowobudowanych we współczesnej Polsce bloków "na szybko", w których podobno ściany są kartonowe, balkony się zapadają a usterki się piętrzą. Nie jest to jednak powód do krytyki polskości, a jedynie do szukania błędów i naprawiania ich w Polsce. Warto posłuchać samego Mariana Załuckiego i liczyć, że w polskiej kulturze XXI wieku wyłonią się kabareciarze podobnego formatu.



na bardzo dobrej stronie, poświęconej twórczości Mariana Załuckiego http://zalucki.net/