niedziela, 30 marca 2014

Imigracja: sen czy koszmar o multi-kulti super-power?

Nacje europejskie wymierają, społeczeństwa się starzeją, a jednym z możliwych rozwiązań zmniejszania się populacji mogłaby być imigracja. Wg podejścia liberalnego, miałaby ona pomóc stworzyć na świecie jedno wielkie społeczeństwo wymieszane, żyjące w zgodzie i współżyjące wg praw i norm, jakie liberałowie znajdują w demokracji. Nie jest ona jednak w praktyce tak pożądanym współcześnie rozwiązaniem, a raczej skutkiem braków w produkcyjnej części społeczeństwa i lepiej prosperujących gospodarek. Czy da się jednak spełnić sen globalistów o jednym wielkim superpaństwie czy też na naszych oczach ze snu rodzi się koszmar?

 Imigracja, której świadkami jesteśmy od kilkudziesięciu lat, rodzi niekiedy fatalne skutki w Europie zachodniej. Wszystko dlatego, że ludzie nie podążają za ideałem kreowanym w umysłach zwolenników multi-kulti , który zakłada iż wszyscy ludzie mogą ze sobą koegzystować w pokoju, a napływowa ludność natychmiast zasymiluje się ze społeczeństwem, do którego przybywa. Okazuje się, że tak nie jest. Jako, że imigrantów jest często więcej w pewnych dzielnicach niż rdzennych mieszkańców, tworzą się enklawy i zamknięte społeczności, które w tęsknocie za ojczyzną i chęci jak największego zachowania tradycji, odcinają się od państwa do którego przybyli. Tworzy to problemy we państwach takich jak Francja, Wielka Brytania, Belgia, ale też powoli np. w Niemczech. Podczas mojego pobytu w Brukseli, zauważyłam coś przerażającego. Przez miesiąc – poznałam jednego Belga. Ktoś może powiedzieć, że to z powodu otaczania się ludźmi, którzy pracują w instytucjach europejskich i naturalnie pochodzą z 24 krajów UE. 

Nie jest to jednak takie proste. Obecnie wg danych za 2010 rok Belgię zamieszkuje milion oficjalnych  imigrantów w tym 48% pochodzi spoza UE, podczas gdy państwo liczy 11,15mln mieszkańców. Dzielnica Schaerbeek, gdzie wynajmowałam pokój, w całości niemal zamieszkiwana jest przez ludność pochodzącą z Turcji. Na ulicy widać samych muzułmanów, a wszystkie lokalne sklepy i bary sygnują się tureckimi szyldami. Wychodząc do pracy mija się wylegujących się na słońcu mężczyzn niechybnie pochodzenia arabskiego, a wracając z pracy, zauważa ich się niewzruszonych, na tych samych ławkach, względnie w kłębowiskach przy barach z piwem. Są to Muzułmanie, którzy pracowali może i przez rok w Belgii, po czym przysługuje im prawo do  2tys euro zasiłku dla bezrobotnych na okres 2 lat. Ich żony, siedzą w domu, czasami można je zauważyć w pobliskich sklepach, chodzą w hidżabach i jedyną ozdobą na jaką sobie pozawalają jest rzucający się w oczy makijaż. Każda, ciągnie za sobą dosłownie gromadkę dzieci. Na które też oczywiście przysługuje zasiłek. Tak jest nie tylko w Belgii, ale też innych państwach Europy zachodniej i wie o tym każdy, kto wyjeżdżał za granicę. Ludność napływowa wypiera rodowitych mieszkańców z centrum, osiedlając się w kamienicach po kilka rodzin, tam , gdzie dotąd mieszkała no jedna. Taką historię opowiadała mi  właśnie Polka mieszkająca od 15 lat w Brukseli wraz z mężem Włochem. Mówiła, że boją się mieszkać w centrum, ponieważ nad tworzącymi się tam grupami etnicznymi, nawet policja nie ma władzy. Kiedyś była świadkiem jak w mieszkaniu obok zgodnie z prawem szariatu skazano i wykonano wyrok na mężczyźnie, działo się to w nocy, bo w nocy „Allah nie widzi”, a lokalni imigranci buszują. Zadzwoniła na policję, policja belgijska, zgłoszenie przyjęła, podjechała pod blok, po czym odjechała. Policjanci nie wysiadają bowiem w pewnych dzielnicach, bo stanowi  to zagrożenie dla ich życia. Wszystko to działo się kilkaset metrów od Parlamentu Europejskiego, w tzw Dzielnicy Europejskiej, w której na każdym rogu dają się zauważyć napływowi bezdomni. W mojej drodze z pracy w Parlamencie, jakieś 100 m od tegoż, na przystanku metra Tron grupa takich bezdomnych pochodziła z Polski. Przyjechali by zarobić, krótko potem stracili wszystko, nie wypracowali roku by otrzymać zasiłek. Koczują. Jak wielu innych, w innych zakamarkach Brukseli.

W 2006 roku do 27 krajów Unii Europejskiej przyjechało 3,5 mln imigrantów. Wówczas, 290 tys stanowili Polacy, jak podaje Eurostat. Tylko 40% tych imigrantów przemieszczało się z krajów UE, pozostali spoza Europy. Przykładowo aktualnie Niemcy zamieszkuje oficjalnie 7 mln cudzoziemców, 8mln natomiast to ludność która otrzymała niemieckie obywatelstwo. Imigracja zarobkowa wygląda tak samo, jak za czasów ZSRR, kiedy to do tego molocha starano się dodać etykietkę państwa panslawistycznego z jedną walutą i językiem. Dziś językiem mającym stworzyć jedno komunikatywne społeczeństwo jest angielski. Czy jednak da się w ogóle takie społeczeństwo utworzyć w kontekście przykładu imigracji belgijskiej, którą przytoczyłam ? Asymilacja nie następuje, ponieważ imigranci nie widzą w krajach do których przyjeżdżają żadnej wartości, poza wartością ekonomiczną. Znów powołam się na przykład Brukseli i tzw „dzielnicy murzyńskiej”. Jest to dzielnica, przed którą autentycznie ostrzegano mnie, bym jej nie odwiedzała po zmroku, gdyż jest bardziej niebezpieczna niż muzułmańskie. W dzień, jest tam jednak coś co ciężko przeoczyć – ogromne targowisko afrykańskie. Towary, które się na nim znajdują pochodzą prosto z Afryki, można tam kupić tradycyjne przyprawy, kawę, stroje, instrumenty,  dania, a nawet budulce. Jest to takie afrykańskie Chinatown, jednak każdy biały wyróżnia się także, jak w centrum dżungli i jest odprowadzany wzrokiem. 

Imigranci bardzo szybko „opanowują ” daną populację z 2 przyczyn: 1) wysoka dzietność, 2) ściąganie rodzin. Zazwyczaj jednak stanowią oni najniższą i najbiedniejszą, często najgorzej wyedukowaną i najmniej wykwalifikowaną grupę ludzi. Często więc są przedmiotem nienawiści, ale jeszcze częściej manifestują nienawiść, wobec państwa przyjmującego, zrzucając na nie odpowiedzialność za własne niepowodzenia i rozczarowanie nowym państwem, dla którego porzucili swój dom. Po 2 pokoleniach natomiast wymagają praw, nie tylko takich jak pozostali obywatele państwa, ale też większych z tytułu pochodzenia z innego państwa i takie przykłady mieliśmy już w Paryżu w latach ubiegłych. Rdzenni mieszkańcy wyprowadzają się więc z centrum miast, gdzie poziom hałasu, brudu i przemocy jest nie do zniesienia, pozostawiając ją w rękach tych, którym nie zależy na pielęgnowaniu historii architektury czy porządku danego państwa. Rodzi to konflikty, psychiczne napięcie i frustrację i skutecznie uniemożliwia rzeczone tworzenie super-państwa multi-kulturowego. Dodajmy do tego różnice religijne i kulturowe, co do których nikt nie chce zmian i ustępstw. Zatem to do czego w efekcie prowadzi imigracja, to nie poprawianie jakości życia populacji i liczby mieszkańców, a wręcz odwrotnie. Separację i wrogie nastroje, które nigdy nie mają dobrego wpływu na społeczeństwo i gospodarkę.

niedziela, 9 marca 2014

Depopulacja Polaków A.D. 2014

Wbrew powszechnemu przekonaniu liczba ludzi na świecie nie ulega zwiększeniu. Z roku na rok jest nas coraz mniej, co prowadzi do zjawiska depopulacji. Polityka państw nakierowana jest ciągle na zmniejszanie jeszcze tej liczby. W powszechnej świadomości, natomiast , gardzi się rodzinami wielodzietnymi i dużą ilość dzieci postrzega jako przejaw zacofania rodem z trzeciego świata. Dzieje się tak ze względu na to, że współczesny świat cierpi na nadmiar danych, których albo nie sposób dostatecznie zanalizować, albo które wprowadzają łatwo w stan dezinformacji, umiejętnie manipulowane przez różnego rodzaju lobby. Jak sytuacja prezentuje się w Polsce a jak na świecie? 

Zaczynając od własnego podwórka, na przykładzie Polski możemy bez wahania powiedzieć, że Polaków ubywa. Od 1983 roku liczba narodzin spada z każdym rokiem. Dochodzimy już do liczby 1,2 dziecka na kobietę. Za 40 lat liczba dzieci urodzonych w jednym roku, może spaść aż 7krotnie w porównaniu do stanu sprzed ’83, gdzie wynosiła 700 tys. W takiej sytuacji, w roku 2055 dzieci będzie tylko 110 tys. Czy jest to następstwo rozwoju cywilizacyjnego państwa i zwiększenia świadomości dotyczącej planowania rodziny ? Bynajmniej, chyba że jako rozwój cywilizacyjny postrzegamy ograniczenie liczby ludzi na rzecz zmultiplikowanej konsumpcji jednostki. Propagowany obecnie, zwłaszcza w Europie Zachodniej liberalizm polityczny, zmierza nieubłaganie w kierunku takiego „rozwoju”.

Decydując się na oddanie władzy ludziom o poglądach antynatalistycznych, Polacy prawdopodobnie doszli do wniosku, że Polska w tym temacie nie może zostać „zacofana”. Mamy więc dzisiaj politykę, która wspiera elementy antynatalistyczne: dążenie do legalizacji i dostępności aborcji, eutanazji, związków nie-heteroseksualnych (gdzie rozmnażanie jest fizycznie niemożliwe), udostępniania polityki in vitro, która w efekcie przynosi nie tylko narodzoną słabą fizycznie populację, ale też częstokroć upośledza narządy rozrodcze kobiet do wydawania potomstwa, podczas gdy w innych metodach pozostaje nadzieja na rozród.
Ponadto, kult kariery i quasi feminizmu, który nie doprowadza do wyrównania praw kobiet uwzględniając różnice naturalne lecz deformuje wizerunek kobiety w społeczeństwie i nakazuje jej wstydzić się podążania za instynktem macierzyńskim i potrzebom zawiązania rodziny.

Dodajmy, że wiele kobiet boi się rodzić, ponieważ w temacie rodzenia dzieci nie jest prowadzona wystarczająca edukacja. Ciężko jest znaleźć przykłady zadowolonych matek, które po wyjściu szpitala będą chwaliły personel i panujące tam warunki. Nie jest tajemnicą, że wiele kobiet decyduje się na wyjazd za granicę, nadając tym samym dziecku obce obywatelstwo. Które z praw rodzących kobiet są przestrzegane ? Dla ciekawostki zamieszczam zdjęcie z gazety prawnej. Ile odpowiedzi tak ?

Źródło: http://g7.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/1293000/1293645-prawa-kobiety-rodzacej-ktore.jpg 

Do tego dodajmy edukację seksualną nastawioną nie, na  planowanie rodziny przy wsparciu naturalnych metod, wstrzemięźliwości i higieny seksualnej, ale na szpikowanie się hormonami które w przyszłości również mogą powodować przeminięcie okresu rozrodczego kobiet jak i promują odwlekanie zakładania rodziny, do momentu kiedy jest się nie w pełni okresu rozkwitu lecz w stanie ryzykownym dla poczęcia dzieci. Ponadto dochodzi nam w ostatnim czasie promowanie ideologii gender, która z założenia jest skierowana przeciwko rozmnażaniu. Zamiana roli mężczyzny w kobietę nie pozwoli mu urodzić dziecka i vice- versa. 

Ponadto, absolutnie nietrafiona polityka całego państwa i zła sytuacja ekonomiczna zmusza ludzi do odwlekania zakładania rodziny, bo kto zatrudni ciężarną, albo kto przyjmie ją z powrotem do pracy ? Oczywiście oficjalnie i prawnie, wszystko wygląda pięknie. W rzeczywistości jednak mamy gwałtowny spadek narodzin dzieci w związkach ludzi w wieku produkcyjnym.

Niesprzyjające są także warunki geopolityczne w jakich przyszło nam się znaleźć. Wysyłanie polskich żołnierzy na misje pokojowe, w których Polacy giną oraz miecz Demoklesa wiszący aktualnie po naszej wschodniej granicy, powoduje wzrost niepewności i mimo woli, wpływać będzie na decyzje o niezakładaniu rodziny, w trudnych czasach, czego ostatnim przykładem był czas „kryzysu” w Europie.

Polityka antynatalistyczna w Polsce jeszcze kryje się za różnego rodzaju maskami i nie jest tak dokładnie widoczna jak chociażby w krajach Beneluksu czy Hiszpanii. Mimo to, pokazuje swoje złowrogie oblicze co pokazują liczby. Rok 2013 przyniósł najgorszy wynik przyrostu naturalnego od II wojny światowej ! Zmarło ok 40tys więcej ludzi niż się narodziło, co pokazuje zatrważający wynik. Do tej pory w powojennej historii Polski najgorszy pod tym względem był rok 2003 kiedy to ujemny przyrost naturalny wyniósł 14 tys. Dzisiaj mamy sytuację niemal 4krotnie gorszą. Nie trzeba przypominać, że taki wpływ ma m.in. wzmożona emigracja z Polski, która mimo zapewnień rządu Donalda Tuska z roku na rok nie zmniejsza się tak, jak byśmy tego chcieli. Fali powrotów nie ma i nie będzie. Bo do czego tu wracać ?

Nie trzeba mówić że to wszystko prowadzi do starzenia się społeczeństwa, które nigdy nie będzie w stanie podnieść PKB, wypłacić godnych emerytur i zapewnić rozwój ekonomii Polski. Czy tak będzie dalej, zależy od tego czy w końcu się przebudzimy i na nowo przewartościujemy priorytety Polaków.

wtorek, 28 stycznia 2014

Przestępstwa seksualne

 W związku z aferą wokół wyjścia na wolność Mariusza Trynkiewicza, zamieszczam artykuł na temat przestępstw seksualnych napisany w 2012 roku. Wokół tematu przestępczości seksualnej zawsze jest dużo szumu. Ludzi interesują przestępstwa seksualne, ponieważ wg mnie są one najpodlejszą formą znęcania się nad człowiekiem. Za jednym razem godzą w jego psychikę i fizyczność, obdzierają z godności, a w wielu przypadkach okaleczają na całe życie. Nie tylko jego ciało, czy to bezpośrednio zadanymi ranami, czy możliwością doprowadzenia do blokad seksualnych w życiu człowieka skrzywdzonego na tym tle, ale także jego postrzeganie własnej seksualności, zaufanie do ludzi, czy otwartość na normalne kontakty seksualne.

Postaram się wykazać jak w społecznej świadomości postrzega się przestępstwo seksualne, a jakie są fakty.
Na wstępie muszę dodać swoje założenie, które popiera większość specjalistów od badań nad przestępczością seksualną , że wszelkie statystyki na ten temat są zaniżone. Niezależnie bowiem od przyjętych w statystykach definicjach, rodzajach prawa, zbrodni czy badanym obszarze – jest bardzo wiele niezgłaszanych przestępstw seksualnych. Świadczyć może o tym zawsze duża ilość przestępstw ujawnianych po wielu wielu latach. Bliscy krewni boją się, nie mogą lub nie chcą zgłaszać tego typu przestępstw. Często – w przypadku dzieci – nie zdają sobie one sprawy, z tego, że padły ofiarą brutalnego przestępstwa, albo boją się do tego przyznać. Wiele kobiet wstydzi się tego faktu, a w kulturach takich jak np Islamiści – wręcz nie uznaje się gwałtu, a ofiarę jeszcze skazuje za zdradę męża, lub też gwałt jest właśnie karą.

Przemoc seksualna  występuje pod wieloma postaciami, do których zaliczają się  parafilie czyli dewiacje seksualne, które są zabronione prawem. Są to: pedofilia, ekshibicjonizm, oglądactwo, ocieractwo, masochizm i sadyzm seksualny. Rodzaje przemocy seksualnej zależą jedynie od fantazji oprawcy, oto kilka z nich, jednak nie wyczerpują jej definicji:  akt lub usiłowanie  każdego aspektu niechcianego kontaktu seksualnego, także małżeńskiego i partnerskiego gwałtu, zablokowanie dostępu do antykoncepcji i ochrony z choroby wenerycznej, seksualne wykorzystywanie dzieci w tym molestowanie, przymusowe aborcje i / lub sterylizacja, kazirodztwo, nieprzyzwoite   eksponowanie narządów płciowych innym osobom, ekshibicjonizm w miejscach publicznych, rytualne nadużycia seksualne, handel żywym towarem,  zmuszanie do prostytucji lub pozowania nagostalking na tle seksualnym,  podglądactwo, rozprowadzanie lub nakręcanie pornografii z udziałem dzieci lub osób do tego zmuszonych i inny czyny związane z seksualnością człowieka, a bezprawne.

Istotą parafilii wg psychologów jest niezdolność do podejmowania dojrzałych, aktywnych, opartych na uczuciach zachowań seksualnych z dorosłymi partnerami.

sobota, 25 stycznia 2014

Etyka zawodowa funkcjonariuszy służb specjalnych a praktyka.

Patrząc na wydarzenia na świecie ostatnio, postanowiłam opublikować swoją analizę służb państwowych pod kątem etyki jej funkcjonariuszy najlepszych polskich jednostek. Niewiele zmieniło się od 2011 roku, kiedy ją sporządziłam.

Pojęcie etyki zawodowej obejmuje szeroki zakres pewnych norm moralnych. Którymi powinien kierować się każdy wykonujący dany zawód. Etyka funkcjonariuszy służb państwowych nakłada na tę grupę zawodową nowe obowiązki moralne, tłumaczy postulaty etyki ogólnej na język praktyki zawodowej. Ogólne pojęcie etyki najtrafniej, moim zdaniem, przedstawił Platon już w starożytności: „Etyka akcentuje potrzebę zgody obywateli co do kierowania się pewnymi wartościami w życiu społecznym i osobistym. Są to: mądrość, umiarkowanie, sprawiedliwość, odwaga. Mądrość najważniejsza. W idealnym państwie są ludzie mądrzy. Cnotą rządzących jest mądrość, a rządzonych – podporządkowanie się.” 1.
Poniżej w kilku rozdziałach chciałabym wykazać, jak można tę definicję odnieść do realnego zachowania funkcjonariuszy służb specjalnych i rozróżnić kwestię łamania etyki zawodowej w służbie dla państwa i w prywatnym interesie.

piątek, 24 stycznia 2014

Love? Sex and Rock'n roll

Późno rozpoczynam blogowanie w nowym 2014 roku, ale to dlatego, że żaden temat specjalnie mnie nie pochłonął. "Sorry, ale taki mamy klimat" mógłby ktoś powiedzieć. Dobrze jednak wiedzielibyście drodzy Czytelnicy, że to nie wina klimatu. Wre na Ukrainie, dba się o to, by demonstrantów nie przegrzało - rozbierając ich do naga na mrozie i upokarzając (by palili się ze wstydu, zapewne). Wre w Tajlandii, turystom szczerze odradza się odwiedzać Bangkok. A na naszym polskim podwórku wciąż to samo. Tory są złe, bo szyny są złe, bo pociągi, pociągi też są złe. 

Love?


W USA tysiące ludzi demonstrują przeciwko aborcji, w 40 rocznicę jej legalizacji, a inne tysiące wygłaszają traktaty naukowe, zakładają katedry i doktoryzują się w zakresie ideologii gender. Jako, że w Polsce przodownikiem w tej dziedzinie jest tow. Bratkowska i wydział Uniwersytetu Warszawskiego, na którym od lat kręcą się takie asy jak Środa, nie widzę szczególnego powodu by rozwodzić się nad tym tematem. Widać że ideologia pcha się do naszych szkół, pragnie zrównać (z ziemią) płcie i można jedynie jej przeciwdziałać praktycznie po wyborach. Jak dobrze zauważył chociażby profesor Aleksander Stępkowski (UW o dziwo) w programie Przystanek Ziemia, nauki o gender śmiało można porównać do naukowego socjalizmu Marxa. Również tworzono wydziały, instytuty i wpajano Polakom, że to jest właśnie dobro, postęp, cud miód i malina. Liczę więc na to, że Polacy w tym temacie się przebudzą (co widać już w kilku przedszkolach po ostrym proteście rodziców, którzy nie zgodzili się na przebieranie ich synków w sukienki). I liczę na to, że na razie poplecznicy równości, która przecież właśnie degraduje jednostkę ludzką, nie zrobią w najbliższym czasie nic, o czym aż trzeba by pisać oddzielny artykuł.

Sex


Z kolei we Francji, również na tyle nic ciekawego się nie dzieje, iż aż trzeba było wymyślić skandal Jogurt-gate. Prezydent Francji Hollande (z nazwiska Francuzi dali mu przezwisko oznaczające markę jogurtów, aż dziw bierze że na jego cześć nie nazwano żadnej marki zsiadłego mleka), zakochał się pono w sławnej aktorce. A ona, odwzajemniła (i nieeee, wcale nie ma znaczenia to, że władza to największy afrodyzjak). O mały włos, a nie doszłoby do podobnej afery w USA. Pod koniec roku, prezydent Obama rzucił  kilka spojrzeń pewnej dyplomatce skandynawskiej, nie zważając na rozsierdzoną żonę, która wreszcie postanowiła swoim ciałem rozdzielić polityczny duet, który zdążył jednak "strzelić selfie z rąsi". Cóż, póki co w zakresie polityki zimowe tematy mnie nie grzeją.

Rock'n Roll


Na szczęście, gwiazdy ekranu (komputera głównie) i estrady podgrzewają  nieco krew. Już nie Justin Bieber, który zmęczony karierą, w wieku 19 lat przechodzi na emeryturę, ale jego nieco starsza koleżanka Miley Cyrus sprawia iż tabloidy gotują się za każdym razem, gdy fragment jej ciała wyjdzie z domu. Ta 22-letnia gwiazdeczka wydała niedawno teledysk Adore You, na którym wije się pod pościelą sugerując niezbyt publiczne zachowania. Po tym, jak internet obśmiał jej teledysk Wrecking Ball, (nie wiem czy z powodu bujania się na kuli do burzenia ścian, czy lizania młotka) internet z napięciem czeka na nowe skandale. 

wtorek, 17 grudnia 2013

Żelazna Angie vol 3

Jeśli pomyślimy o Niemczech w kontekście polityki natychmiast mamy ją przed oczami. Co jest potrzebne by odnieść w polityce taki sukces, że inne kraje muszą albo liczyć się z jej opinią, albo mieć z tyłu głowy, że ruchy w polityce zagranicznej są przez nią bacznie obserwowane? Czym zasłużyła sobie na szacunek wystarczający by objąć władzę w swoim  kraju po raz trzeci? Czym jednocześnie zasłużyła na nienawiść swoich oponentów? Kto się jej boi, a kto w niej pokłada wszelkie nadzieje? Być może przypomnienie biogramu Angeli Merkel odpowie na niektóre z tych pytań.

Z okazji dzisiejszego rozpoczęcia  3 kadencji Angeli Merkel jako kanclerz Niemiec, warto się zastanowić nad tym dlaczego ten kraj ma tak silnego przywódcę. Gdzie leży siłą Angeli Merkel ?

Angela Merkel urodziła się w 1954 roku w Hamburgu. Jej ojciec, syn polskiego emigranta i żołnierza obu stron II wojny Światowej, był luterańskim pastorem, matka nauczycielką łaciny i angielskiego.
Młodość Merkel spędziła w NRD, mieszkając w Templinie i studiując fizykę w Lipsku. W 1986 obroniła doktorat z chemii fizycznej i pracowała w instytucie Akademii Nauk NRD. Trzy lata później upadł mur berliński, a Merkel wstąpiła do partii Demokratischer Aufbruch. Trzydziestoparoletnia wówczas dziewczyna, dostała funkcję zastępcy rzecznika pierwszego demokratycznego rządu NRD.

Wkrótce jej kariera polityczna zanotowała znaczący skok. Jako deputowana do Bundestagu, w 1990 roku została ministrem rządu Helmuta Kohla. Najpierw zajmowała się prawami kobiet, po następnych wyborach otrzymała tekę ministra środowiska i bezpieczeństwa jądrowego, co znacznie bardziej korespondowało z jej wykształceniem.

W 1998 roku Kohl przegrał wybory, a Merkel wskoczyła na fotel sekretarza generalnego CDU. Nie trzeba było długo czekać, a zastąpiła skompromitowanego aferą finansową Wolfganga Schäuble na stanowisku przewodniczącego partii - będąc tym samym pierwszą w Niemczech kobietą o takiej pozycji. Po pięciu latach nadawania CDU bardziej konserwatywnego kształtu wysunięto jej kandydaturę na kanclerza Niemiec.

I był to właśnie pierwszy raz kiedy wygrała wybory parlamentarne, ponownie jako pierwsza kobieta w historii kraju. W październiku 2005 roku utworzyła koalicję CDU/CSU-SPD. Lepszy wynik podczas wyborów 2009 pozwolił jej na koalicję z FDP. A tegoroczne wygrane wybory skutkowały podpisaniem przez nią koalicji z Sigmarem Gabrielem (SPD) i Horstem Seehoferem (CSU).

Merkel zamierza to co każdy przywódca kraju - wzmocnić siłę gospodarczą i finansową Niemiec, by do 2017 roku ludziom żyło się lepiej, swoją przysięgę tradycyjnie zakończyła "Tak mi dopomóż Bóg". Nie jest powiedziane że tak się nie stanie. Żelazna Dziewczynka, Angie, pokazała nie raz że interes Niemiec stawia ponad wszystko. Mimo swoich polskich korzeni nie jest zainteresowana przyznawaniem jakichkolwiek praw mniejszości polskiej w Niemczech, czy też jakiejkolwiek innej. Co więcej, popiera projekty takie jak Muzeum Wypędzonych (Niemców z Polski).

W swojej polityce europejskiej, nie ma drugiej takiej osoby, z którą liczą się pozostałe państwa członkowskie.Nie ma drugiej osoby, która tak otwarcie postulowała że Grecja, Cypr i inne państwa muszą płacić za swoje grzechy. Jedyną "kosą na ten kamień" na arenie międzynarodowej wydawał się przez chwilę Władimir Putin. Do dzisiaj wspominany jest  w mediach incydent, w którym to Putin na spotkanie na Kremlu wpuścił swojego czarnego labradora Koniego, wiedząc iż Merkel boi się psów od czasu, gdy została pogryziona w dzieciństwie. Mimo to, Merkel pokazała że jest twarda, a z Putinem woli ubijać interesy niż walczyć na drobne gesty. W swojej przemowie przy okazji otwarcia trzeciej kadencji, zaznaczyła że z Rosją pragnie kontynuować "partnerstwo dla modernizacji". W umowie koalicyjnej zaznaczono, iż  "Bezpieczeństwo w Europie i wokół Europy możliwe jest tylko z Rosją, a nie przeciwko niej".

Jednocześnie koalicjanci deklarują włączenie Polski do dialogu rosyjsko-niemieckiego oraz kontynuowanie współpracy, głównie w zakresie Współpracy Młodzieży (coś mi to przypomina...). Lecz naturalnie jako pierwszą Merkel wymienia Francję i współpracę, którą jedzie odświeżyć natychmiast - na pierwszą wizytę wybiera się do Paryża.

W najnowszej umowie koalicyjnej Merkel przeforsowała kilka kosztownych postulatów o łącznej wartości ok 23 mld euro - jak np płacę minimalną w wysokości 8,50 euro za godzinę dla wszystkich zatrudnionych oraz obniżenie do 63 lat wieku emerytalnego dla osób z 45-letnim okresem składkowym.

Chociaż brytyjskie i amerykańskie media wyśmiewają Merkel w swoich satyrycznych dialogach i rysunkach, jest to polityk z krwi i kości, który doprowadzi do skutku swoje zamierzenia i plany. Nie ma się co dziwić, że Niemcy od tak dawna chlubią się jej stylem prowadzenia polityki.

Źródła:


6 rzecz, których nie wiedziałeś o Angeli Merkel http://www.theguardian.com/world/german-elections-blog-2013/2013/sep/10/angela-merkel-origins-germany-election

http://www.rmf24.pl/raport-wybory-niemcy/fakty/news-angela-merkel-po-raz-trzeci-zostala-kanclerzem-niemiec,nId,1075739

http://www.tvn24.pl/angela-merkel-kanclerzem-po-raz-trzeci-tak-mi-dopomoz-bog,380260,s.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Angela_Merkel

piątek, 13 grudnia 2013

Czy(m) stan wojenny się skończył?

Na III Marszu Wolności, Solidarności i Niepodległości, który przechodził dziś ulicami Warszawy, Andrzej Gwiazda przypomniał, pod pomnikiem Piłsudskiego, iż ostatnio coraz częściej ludzie zadają sobie pytanie, czy stan wojenny się skończył ? „Skutki stanu wojennego są widoczne do dzisiaj” - powiedział, Gwiazda zaznacza iż nie dalej jak wczoraj słyszał w telewizji, jak doradca prezydenta z komitetu bezpieczeństwa usprawiedliwiał Jaruzelskiego, iż ten wyprowadził czołgi przeciwko własnemu narodowi, ponieważ Moskwa zagroziła odcięciem dostaw gazu i benzyny. Wg Andrzeja Gwiazdy jest to o tyle niepokojące, iż stawia przed nami znak zapytania – co będzie jeżeli Rosja zagrozi nam odcięciem gazu? Czy prezydent Komorowski wprowadzi stan wojenny, skoro jego doradcy uważają to za wystarczające usprawiedliwienie?


Wielu działaczy Solidarności, którzy wypowiadali się dzisiaj w TV Trwam, stwierdza iż ciągle nie czują  się w Polsce wolni. Gdyby nie wprowadzono w Polsce stanu wojennego, powiew wolności który przyniosła Solidarność, mógł doprowadzić do skazania winnych zniszczenia Polski w okresie PRL, a nasz kraj rozwinąłby się o wiele szybciej. Gdyby  losy naszego kraju wzięli w ręce ludzie bardziej odpowiedzialni niż Mazowiecki, Wałęsa a następnie Kwaśniewski z lewicą, z dużym prawdopodobieństwem mielibyśmy w Polsce do czynienia ze swoistą Norymbergią. Winni stanu wojennego oraz wszystkich napaści na polskich robotników w PRL zostaliby osądzeni czy nawet powieszeni. Tymczasem, polityka grubej kreski i powrót do lewackich idei, postawił nasz kraj w sytuacji która do dziś hamuje jego rozwój. 

W okresie stanu wojennego, ok. 800 tys młodych ludzi zostało zmuszonych do emigracji.  Sytuacja jest dzisiaj niemal lustrzana. Wówczas młodzi, zdolni, najczęściej wykształceni ludzie, dzisiaj młoda siła robocza, która miast wspierać polską gospodarkę, jest siłą wyrobniczą obcych państw. 

Podczas gdy wydarzenia na Majdanie na Ukrainie są emitowane w każdej polskiej stacji telewizyjnej, zgrupowania Polaków czy to patriotyczne, czy to upamiętniające bolesne wydarzenia w naszej historii, zasługują sobie jedynie na krótką wzmiankę, najczęściej przedstawioną w  negatywnym świetle, pokazującą tę część społeczeństwa, która na deszczu, zimnie i wietrze idzie w pochodzie z polskimi flagami, śpiewając pieśni i wykrzykując to co leży jej na sercu, jako zelotów, fanatyków i głupców. Tak media działały też 33 lata temu. 

Jarosław Kaczyński powiedział dzisiaj, iż tylko sprawiedliwość jest spoiwem solidarności - "Dlatego mamy prawo i obowiązek domagać się sprawiedliwości". A Polska nie jest dziś państwem sprawiedliwym. „Nie. Po stokroć nie” – powiedział Kaczyński. I jest tak, jak mówi, odbiera się podstawowe prawa pracownikom, zmusza się nas do zawierania umów śmieciowych. Likwiduje się instytucje użyteczności publicznej, miejsca pracy – to wszystko co kiedyś osiągnęła  Solidarność znosi się, w imię naszego „dobra”.  Nie ma za grosz sprawiedliwości. Ludzie tacy jak Jaruzelski odpowiedzialni za śmierć setek Polaków, nie zostali rozliczeni. Nie zostali nawet potępieni moralnie!! W żadnym normalnym kraju taka sytuacja nie miałaby szans zaistnieć. Zniszczono nasz kraj, zniszczono naszą przyszłość. Sprawiono, że jesteśmy zacofanym państewkiem, gdzie wciąż luksusem jest samochód, gdzie dojechanie z Gdańska do Katowic zajmuje niemal dobę, gdzie służba zdrowotna nie działa, gdzie edukacją zajmują się konowały po dziennikarstwie... Gdzie kapitalizm doszedł do ekstremu.

Odbyło się to wszystko, nie bez winy samych Polaków, którzy niczym stado baranów podążają do urn bezmyślnie, wierząc w słomiane obietnice i nie rozliczając ani polityków ani mediów ze swoich obowiązków. Podobnie było 30 lat temu, kiedy większość ludzi uciekała w czasie manifestacji na sam dźwięk uderzania milicji pałkami w tarcze – tak mówią mi po latach działacze opozycji z Gdańska. Z tą różnicą, że społeczeństwo przed trzydziestoma laty posiadało sporą grupę tych, którzy nie uciekali. Tych, którym zależało -  było znacznie więcej, niż dziś. Dzisiaj, więcej ludzi patrzy wyłącznie na koniuszek własnego nosa. A ci, którzy próbują coś robić, są pokazywani jako banda faszystów czy zacofanych dewiantów. Ci ludzie, i ja chcę się też do nich zaliczać, mogą dzisiaj powiedzieć, to co przed trzema laty śpiewali polscy raperzy w utworze "Nagapiłem się" https://www.youtube.com/watch?v=Do5lT-wH2V4 , jakkolwiek to smutne, że ciągle te teksty są aktualne. Dzisiaj, 13 grudnia AD 2013, część naszego społeczeństwa chciałaby zacytować szczególnie tekst Łukasza Małkiewicza:

"Stoję pośród świadków cudów i tragedii,
Których ten rząd ma w d**ie, tak jak każdy poprzedni
I chcemy czegoś dokonać zanim nasi krewni
Rozstawią pamiątki po nas po zakamarkach mebli
Choć nagapiłem się już dość, nie tracę wiary
Idę odebrać swój sos błogosławiąc kapitalizm
Mijam o mały włos zwątpienie, więc nie p***l,
Że mam opanować złość, bo nie jest mi wszystko jedno"

W 1980 nie było wszystko jedno wielu polskim patriotom. Wówczas właśnie dlatego mordowano tych ludzi- bo około 100 niewinnych żyć odebrał stan wojenny (głównie w tzw "niewyjaśnionych okolicznościach"), życia licealistów, robotników, studentów, księży, elit, a o wiele więcej żyć zniszczył, nadłamał, pokaleczył. Za działalność opozycyjną w tym czasie groziła kara śmierci, co nie powstrzymało wielu ludzi przed prowadzeniem podziemnych drukarni (jak choćby znana mi osobiście drukarnia w domu Lechosława Witkowskiego w Gdańsku Oliwie), rozprowadzaniem bibuły czy organizowaniem aktów dywersji.

Tymczasem, sprawcy aktów przemocy na podstawie dekretów, które zostały kilka lat temu uznane przez Sejm RP za niezgodne z ówczesnym prawem, nigdy nie zostali rozliczeni. Ci ludzie, żyją wśród nas, niejednokrotnie są gwiazdami mediów. Ludzie ci, są chowani ze wszystkimi honorami, obok bohaterów narodowych na Powązkach. Wylegują się na mazurskich plażach (Kiszczak), jednocześnie dla sądów będąc zbyt chorymi aby się stawić. Rokrocznie udają się do szpitala, by uniknąć odpowiedzialności (Jaruzelski). 
Ludzie ci uniknęli odpowiedzialności w taki sposób, w jaki nigdy w żadnym zachodnim, cywilizowanym kraju nie przeszedłby. A Komorowski – prezydent który powinien być symbolem, z dumą noszącym ten tytuł – najjaśniejszej Rzeczpospolitej, powiada, że nie rozumie ludzi, którzy „Boże coś Polskę” kończą wierszem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

Zmarnowaliśmy już 24 lata. Nie zrobiliśmy w tym kraju nic by żyło się godnie i na poziomie. Ludzie, którzy oddali życie za Ojczyznę w stanie wojennym i we wszystkich innych wydarzeniach patriotycznych, muszą przewracać się w grobie. Ile czasu jeszcze będziemy marnować? Dlaczego marsze 13 grudnia muszą odbywać się pod pomnikiem Piłsudskiego ? Gdzie są symbole tamtych wydarzeń? Czy za 10 lat, młodzież będzie jeszcze wiedziała, co wydarzyło się 13 grudnia 1980 roku? Czy będziemy celebrować pod pomnikami czterech śpiących przyjaźń polsko-rosyjską. Albo pod kolorową tęczą polsko-europejską. A może pójdziemy za radą pewnej radnej z PO, która sugerowała by w jej rodzinnym Poronienie na powrót postawiono pomnik Lenina, bo napędzi agroturystykę (SIC!)??? Kiedy czeka nas kolejny stan wojenny ? Emigracja jest rutyną, która stała się w Polsce tradycją. Co 30 lat, tysiące ludzi ucieka samemu, potem z rodzinami za granicę. Jak długo jeszcze będzie się utrzymywał ten stan? Czy kiedykolwiek osądzimy zbrodniarzy, czy wszyscy zdążą wyginąć? Ile czasu jeszcze z naszych podatków będą wspierani emerytowani ZOMO-wcy? Kiedy znowu podniosą na nas pałki?


Panie Prezydencie, droczy Czytelnicy, osobiście – nie rozumiem ludzi, którzy na koniec roku 2013 potrafią kończyć „Boże coś Polskę” inaczej niż „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.


Źródła:
-Relacja z Marszu Wolności, Solidarności, Niepodległości TV Trwam, 13.12.2013
-Podziemna Drukarnia: http://www.tvp.pl/gdansk/aktualnosci/spoleczne/wyposazenie-podziemnej-drukarni-z-lat-80tych-trafilo-do-zbiorow-ecs/12297704
- O propozycji odbudowy Lenina w Poroninie: http://wyborcza.pl/1,76842,9046003,Powrot_Lenina_do_Poronina.html
-http://www.wykop.pl/link/1712768/chory-dla-sadu-kiszczak-wyleguje-sie-na-mazurskiej-daczy/
-Nagapiłem się https://www.youtube.com/watch?v=Do5lT-wH2V4

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Co wschodzi na Wschodzie ? Wiele hałasu o nic ?

Na kijowskim Majdanie, niegdyś terenie polskiej gminy Lacka Słoboda, od wielu dni manifestują Ukraińcy, lecz wczoraj ich liczba przekroczyła 250 tysięcy. Protestowali przeciwko rezygnacji Ukrainy z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Rezygnacji, która była przewidywalna od listopada.

Jak mówi analiza Wojciecha Konończuka z Ośrodka Studiów Wschodnich :
„w wypowiedziach władz ukraińskich pojawiały się wyraźne sygnały świadczące o tym, że Kijów może zrezygnować z podpisania umowy stowarzyszeniowej w przededniu szczytu w Wilnie. Zwrot we współpracy Kijowa z UE wynika z uwarunkowań wewnętrznych oraz rosnącej w ostatnich miesiącach presji ze strony Rosji. W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich na początku 2015 roku” 

Podobnie jak w 2004 roku z Polski wyjechali znani politycy by wesprzeć tę inicjatywę. Wtedy, wystąpienie Lecha Kaczyńskiego pomogło jego wizerunkowi, wczoraj słowa Jarosława Kaczyńskiego również korzystnie wpłynęły na jego PR. 
W dawnym kijowskim grodzie księcia Jarosława, Jarosław Kaczyński podbił serca zgromadzonych, którzy wg Ryszarda Czarneckiego skandowali „Polsza, Polsza!” na jego widok. Przeciwnicy prezesa zostali pozostawieni bez możliwości krytyki. Wręcz przeciwnie, pokazują jak bardzo popierają działania Kaczyńskiego. Donald Tusk publicznie pochwalił go na Twitterze:




A nie kto inny jak sam Adam Michnik powiedział w Polsacie, iż „Jarosław Kaczyński zachowuje się jak prawdziwy polski patriota!”, ponieważ sam brał on udział w warszawskiej manifie popierającej ideę z Kijowa. Felietonista Klubu Jagiellońskiego Adam Michalak pisze: „Muszę przyznać, że myślałem, że ten ten ruch Kaczyńskiego to błąd. Jak się okazało był to chyba najlepsze posunięcie jakie mógł zrobić.” I nie jest odosobniony w tej opinii. 
Nie ma się co dziwić, ponieważ Kaczyński uderzył w bardzo bliskie dość euroentuzjastom tony, chociaż zaznaczył iż „w UE nie wszyscy rozumieją” wartość Ukrainy:

„Ukraina się znów budzi, znów powstaje i bardzo liczę na to, że nasze dwa narody będą razem w UE. Z ogromną radością patrzę na pozytywne gesty wobec Polski. Mamy szansę stworzyć coś naprawdę bardzo ważnego i pozytywnego, co chciał zrobić mój brat. Tu nie chodzi o polityki jagiellońskie, ale o to, by nasza część Europy dużo znaczyła!”
„Drodzy bracia Ukraińcy, przyjechałem tutaj żeby poprzeć to, co jest waszym dążeniem, waszym marzeniem, żeby poprzeć tworzenie waszego związku z Unią Europejską, z Europą, wasz marsz na Zachód”

Z Kolei nasz własny dyplomata Radosław „Radek” Sikorski  twittuje (jak szalony i chyba osobiście, co mnie <osobiście> przeraża) wyśmiewając Kaczyńskiego, że UE nie powinna wspierać skorumpowanej gospodarki Ukrainy. Ta wypowiedź szefa MSZ, to poważne i niedyplomatyczne obciążenie, stojące w sprzeczności z wypowiedzią szefa rządu. Jakie wreszcie jest stanowisko Polski ? Popieramy quasi rewolucję czy nie ? Ciężko stwierdzić, zważywszy na to, że media podniecają się manifestacją bardziej niż pomarańczową rewolucją sprzed lat, podczas gdy, mam wrażenie – z dużej chmury poleci mały deszcz. Jak zauważył Piotr Zaremba „na ulice wylegli najaktywniejsi, najmłodsi Ukraińcy, ale niekoniecznie większość narodu”. 250 tys obecnych na Majdanie ludzi, to ułamek z ok.  45 milionów mieszkańców tego kraju. Wg sondaży tylko 14% obywateli opowiada się za Unią Celną z Europą. Dla porównania – po stu tysięcznym marszu niepodległości, media polskie mówiły o grupce agresywnych aktywistów, a w Kijowie dopatrują się przełomowej masy rewolucjonistów widzących zaletę postępu ku zachodowi.

Osobiście, mam wrażenie że na Ukrainie nie chodzi o dążenie do wstąpienia do Unii. Ukraińcy to bardzo dumna nacja, która ostrożnie podchodzi do wszystkiego co mogłoby zaburzyć ich odrębność. Widać to po ukrywaniu znaków polskości i manifestowaniu przynależności do Ukrainy. Wg Ryszarda Czarneckiego (PIS) manifestacja w dużej mierze prezentuje antyrządowe nastroje, co wprawia nas w niesłychaną ironię losu jeśli porównamy te protesty z 2004 rokiem : 

„Ale dla polityków ukraińskich i dla tego bardzo  niechętnego Janukowyczowi i władzy tłumu to była także manifestacja także stricte opozycyjna. To było dziś trudno oddzielić. Przy czym my nie oceniamy, nie chcemy  się wtrącać w ukraińską politykę. To jest sprawa samych Ukraińców. Natomiast te nastroje ulicy w Kijowie były jednoznaczne. Oni uważają, że ta władza ukradła im marzenia o Europie. I to jest  jedno z wielu oskarżeń, które pod adresem  Janukowycza i jego ekipy padają.”

Jest to też oczywiście sprzeciw wobec nasilających się wpływów Rosji, które od lat rządzą niemalże Ukrainą. To głównie od niej młodzież ukraińska deklaruje niezależność. Widać to na profilach fejsbukowych które gromadzą tysiące ludzi, takich jak „Independence from Russian Gas and Oil” (Niepodległość od rosyjskiego gazu i benzyny). Powiem więcej, zastanawiam się, czy ta część ludzi tak bardzo ucieka przed rosyjskim niedźwiedziem, że nie zauważa iż pcha się prosto pod europejski walec.

Opinia Władimira Bukowskiego, rosyjskiego dysydenta i pisarza:

„ Te wszystkie gry wokół Ukrainy to całkowity idiotyzm. Ten świat zwariował. Europa i kierownictwo Unii Europejskiej nie rozumieją, że Ukraina zupełnie nie pasuje do Unii. Ukraińcy, którzy na siłę pchają się do tej Unii, nie rozumieją, że to może spowodować ich tragedię narodową. Umowa z Unią zrujnuje ich rolnictwo.” 

Przykre to, ale Bukowski ma dużo racji.  Ukraińskie PKB spada, do spłaty mają 10 mld dolarów w długu zagranicznym w br, nie ma funduszy na wykonanie zapisów ew. umowy stowarzyszeniowej. Ukraińcy muszą zadać sobie pytanie co jest mniejszym złem w tym impasie. Rosja naciera, z polskiego punktu widzenia, Ukraina jest „przedmurzem” komunizmu i im bardziej będzie europejska, tym bardziej Rosja będzie dalej od nas. Wiemy jednak, że Unia Europejska w żaden sposób nie uchroni Ukrainy od Rosji, a ta jest od niej zależna we wszystkich dziedzinach ekonomii (np. fakt, iż 1/3 całego eksportu Ukrainy wędruje do  Rosji). Jak pokazują różne przykłady nakładania embarga, czy zakręcania kurka przy gazociągach, UE nie reaguje na to, co robi Rosja ze strachu (bo jak miałaby jej podskakiwać), a często nawet jej nie potępia na międzynarodowym forum, a wręcz klepie po ramieniu. Z drugiej strony po części rację mają polskie media mówiące, iż Ukraina to na tyle skorumpowany kraj, iż o europejskości  ciężko mówić, chyba że ktoś chciałby przychylić się np kontrowersyjnym opiniom dziennikarzy Eastbook.eu, takich jak K. Chodkowski (blog o Partnerstwie Wschodnim), którzy podkreślają iż łapówka na Ukrainie to jedyne sprawiedliwe rozwiązanie i że dzięki niej da się tam wszystko załatwić i jest to stan dobrze się sprawdzający. Polskie media mogłyby zastanowić się nad tym czy w naszym kraju, nie ma przypadkiem bardzo podobnych oligarchicznych układów i korupcji (o czym ubiegły tydzień świadczy dość ewidentnie). Jak mówi Michał Karnowski w dzisiejszej dyskusji na FB profilu wSieci : 

„Śmieszy mnie troche pełne pychy nauczanie niektórych polskich dziennikarzy jak powinna wygladać wzorcowa demokracja. Może niech spojrzą krytycznie na nasze media, czy naprawde nie ma u nas patologii i oligarchii, czy tak bardzo różni się nasz medialny świat od ukraińskiego? Watpię”. 

Tymczasem, Władimir Putin przerwał dziś milczenie w sprawie "zamieszek", które określił mianem "ekstremistycznego pogromu bardziej niż rewolucji". Dopatruje się on tu (słusznie zresztą) zorganizowanej akcji przeciwko wyborom prezydenckim, które odbędą się w 2015 roku. Ukraińcy nie mają szczęścia do władzy być może więc kolejna rewolucja dopiero przed nimi. Ciśnie się na usta w tym kontekście pytanie : "a co z Polską" ? Czy nie ma u nas podstaw do obaw iż w końcu sytuacja może być podobna?
Kilka tygodni temu pisałam o wpływach rosyjskich oligarchów w polskich spółkach medialnych... Rosja to drapieżnik, który poluje na ofiary z zaskoczenia lub małymi kroczkami. 

Źródła:
1)Independence from Russian Gas and Oil 
2) 1000 historycznych miejsc, które musisz zobaczyć , historyczna informacja o Majdanie https://www.facebook.com/photo.php?fbid=164504983760557&set=a.161965814014474.1073741828.161668844044171&type=1    
3) Kokończuk Wojciech, Ukraina rezygnuje z podpisania umowy stowarzyszeniowej w Wilnie: przyczyny i implikacje., Ośrodek Studiów Wschodnich
8) RT Russian, Wystąpienie Władimira Putina  https://www.youtube.com/watch?v=rQzhOeru4sM 
10)Karnowski Michał , chat wSieci

niedziela, 24 listopada 2013

Megaafera ? Nie sądzę.

Już myślałam, że ten tydzień będzie tak nudny, że nie da się nic ciekawego o nim napisać, aż tu nagle wybuchła afera, do tego korupcyjna, do tego największa, do tego ciągle jeszcze jej pomniejsze odłamki wybuchają na różnych polach. Jednak ja tu się nie "jaram", bo to przecież standardzik.


Poświęcę więc krótką notkę korupcji w Polsce. Krótką żeby nie zawstydzać Faktów TVN, które poświęciły jej 33sekundy, w serwisie gdzie 4 min przeznaczono na Monthiego Pythona, czyli jak zwykle postawiono cyrk przed chleb powszedni.

Zmiany w rządzie, sięgające szczytu komizmu (widać szczególne zainteresowania alpinistyczne tej partii, o szczytach hipokryzji, pisałam miesiąc temu), nad którymi media rozwodziły się, jak wściekłe, w oczach Polaków niczego nie zmienią. Nadzieja pokładana przez niektórych w „Elżbiecie I” Bieńkowskiej również opiera się głównie na medialnym szukaniu chwytliwych tekstów.
Ogólnie, każdy dziś w Polsce wie, że chleb i wędlina będzie tak droga jest, na autostrady będziemy mogli popatrzeć jak tylko przekroczymy zachodnią granicę, a jeśli boli nas akurat ząb, trzeba było zapisać się do dentysty miesiąc temu.

I dokładnie z tym samym podejściem, Polacy podchodzą do największej afery korupcyjnej, jaką widziała Polska. Część Polaków, ta która nigdy nie głosowała na PO - wieszczyła taki obrót spraw od dawna. Od samego początku, można rzec, znajdując potwierdzenie swych słów w różnych pojedynczych przypadkach, które kumulację uzyskały przy nazwisku Sawicka, po czym bardzo szybciutko znów się rozpłynęły. Druga część Polaków, może i trochę myślała o sprawach korupcyjnych, ale zwyczajnie „olewała” fakt, iż miliony złotych wykradane są z budżetu. Dlaczego ? Dlatego, że każdy z nas ma na co dzień do czynienia z korupcją. Dla Polaków, stan korupcji jest jedynym normalnym, jedynym jaki znają. I normalne jest (w naszej podświadomości) że im wyższe stanowisko tym wyższe lewe profity. To właśnie dlatego, łzy Sawickiej chwytały za serce niejednego. To dlatego, dziwaczne wyroki sądów nikogo nie dziwią. Łapówki to dla większości ludzi stan który jest był i będzie. Łapówka, korupcja i kradzież – coś z czym nigdy prawdopodobnie nie będziemy w stanie wygrać. Coś, o czym jak mówi poseł Andrzej Halicki „idziemy ku zachodowi” – z tą różnicą, iż najwyraźniej nie zdaje on sobie sprawy, że na zachodzie korupcja już dawno jest, tylko jeszcze lepiej ukryta.

Ilu jest w Polsce pracowników, którzy nie ukradli czegoś z pracy ? Którzy nie wydrukowali, skserowali czegoś w pracy. Nie zabrali zszywek, taśmy. Czegokolwiek. W Polsce, kradzież to dobro narodowe. Tylko nikt tego nie nazywa kradzieżą. Tak samo jak łapówki nie nazywa się oszustwem i złodziejstwem. U szarych człowieczków „chodzi” wódka, kwiatek, czekolada, przysługa – chyba najbardziej popularna, dyszka na piwo, i wiele innych. A na najwyższych szczeblach naszego w pełni zbiurokratyzowanego państwa „chodzą ” z goła inne rzeczy, jak wycieczki , jachty i połowę tańsze mieszkania. Tak jak większość Polaków, nie zdziwiłam się na kolejną aferę ani troszeczkę.

Jeżeli państwo jest chore, i nic , prostych rzeczy nie można załatwić legalnie – to w jaki sposób można wyleczyć korupcję ? Ludzie sobie radzą. A nikt tak dobrze jak Polak sobie nie poradzi.

Nie ma więc szans na wyplenienie w Polsce korupcji, dopóty, dopóki nie będzie się tu żyło jak w cywilizowanym kraju, dopóki nie będzie się opłacało niskiego podatku od wszystkiego. Dopóki będą kolejki w szpitalach, pobłażanie w szkołach, bezrobocie i inne. To co pleni się na najniższych społecznych szczeblach, to kiełkuje na najwyższych. I to już od dawna. To nihil novi.

poniedziałek, 18 listopada 2013

(Za)cofanie obyczajów

W ciągu ostatnich kilku tygodni zaszło wiele rzeczy, które wskazywałyby na kolejny już etap dziczenia części Polaków. Wbrew temu co się nam wmawia – iż idziemy z postępem, czytając codzienną prasę, mam wrażenie że cofamy się i za chwilę będziemy nago biegać na czterech łapach.Studentowi ASP, który w Gdańsku ustawił pomnik radzieckiego żołnierza gwałcącego polską kobietę grozi 1500 złotych grzywny, areszt, ograniczenie wolności lub nagana, za to że swoją rzeźbę umieścił na ulicy, a policja usunęła natychmiast po zgłoszeniu skargi. Natomiast mężczyźnie, który kopuluje z krucyfiksem grozi jedynie sława w pewnych środowiskach i duże pieniądze, a jego twór jest wywieszony w Zamku Ujazdowskim.

Czy uważacie Państwo, że gdziekolwiek, ktokolwiek ważyłby się zmontować „instalację  artystyczną”, w której kopulacja odbywa się z Koranem, Buddą, bądź zwojem Tory ? A jednak krucyfiks jest „ na propsie?” – przypadek ? Nie sądzę.   Jednak wystarczy zajrzeć na stronę "najbardziej obiektywnego polskiego tygodnika" by przekonać się, co jest dobre a co złe. (Przepraszam że przytaczam tu tę okładkę, ale ostatnio Newsweek przechodzi sam siebie w rozprawianiu się z "zaściankowym" podejściem prawicy do seksu, właściwie nie ma tam innych artykułów niż te promujące LGBT, promujące wyzwolony seks, szkalujące prawicę, szkalujące KK, naprawdę wolę poczytać Wyborczą - i dziwi mnie to, bo Amerykański Newsweek to magazyn na najwyższym poziomie).


http://www.newsweek.pl
Nie tak dawno, 14.11 br rozpętała się mała wojenka w Starym Teatrze w Krakowie, gdzie gwizdami i krzykami przerwano obsceniczny (słowo, z którym niestety reżyser i aktorzy chyba się wcześniej nie zapoznali) spektakl „Do Damaszku” w reżyserii Klaty. Oczywiście jak mówią portale, spektakl przerwali katole, tradycjonaliści i ludzie nie mający pojęcia o sztuce – jak wynika np. z tego co pisze Zofia Rojek na portalu natemat.pl. Mówi ona również, iż „Oburzenie rzekomo dotyczyło zbyt odważnych scen erotycznych (ubrani aktorzy imitowali stosunek seksualny) oraz "kopulacji Globisza ze scenografią".  – cóż, „rzekomo” bo widać Rojek, mimo iż przy zdarzeniu nie była, wie najlepiej na co widzowie mogli się oburzyć, ona sama zaś publicznej kopulacji najwidoczniej się nie sprzeciwia. 

Po zjadliwych wywodach, z których paradoksalnie wynika czarno na białym (a powołuje się na krytyka GW Rafała Romanowskiego), że spektakl Klaty w istocie prezentował „pustkę intelektualną, przegadanie”  i był przydługi (co właśnie prawicowe portale mu zarzucały wtórując krytykom), Rojek konkluduje, iż „Prawicowi aktywiści cały czas nie mogą przywyknąć do tego, że zarówno sztuka, jak i cała rzeczywistość jest zupełnie inna niż sto lat temu.”
Podobne komentarze można znaleźć pod artykułem, które jako ciekawostkę tutaj prezentuję:

Cóż, z ostatnim zdaniem Rojek muszę się zgodzić. Rzeczywistość jest inna niż sto lat temu, jednak to, co Rojek, Klata i wielu innych nazywa sztuką, w istocie ze sztuką nie ma nic wspólnego. Tylko ciągle, od lat, brakuje ludzi, którzy jak ten przypadkowy (od czasu do czasu) chłopiec powie, że „cesarz jest nagi”. To nie sztuka, to chłam, który ma szokować – ponieważ na nic innego go nie stać. I to właśnie przez brak takich zdecydowanych głosów, Jan Klata ze swoimi nic nie wnoszącymi „sztuczkami” zaszedł na szczebel dyrektora Starego Teatru w Krakowie. Krytycy nieznający się na „nowoczesnej sztuce” – jeżeli ją nazywają po imieniu, zostają wykluczeni z ekskluzywnego kręgu opiniotwórców. Boją się, a podanie do sądu Tomasza Raczka (za przedpremierowe ujawnienie miałkości i głupoty zawartej w Kac Wawie) pokazuje, że jest się czego bać.

To samo prezentuje film Jacka Markiewicza pt. „Adoracja”, który w Centrum Sztuki Współczesnej „można” zobaczyć (lub moim zdaniem, jeżeli ktoś jest normalny to „przez przypadek można się  na niego nadziać”) . I tu nie tylko Centrum „sztuki współczesnej” obwiniam za doszczętną ignorancję i głupotę, ale także Muzeum Narodowe, które na ten cel wypożyczyło Markiewiczowi średniowieczny zabytek (sic!). Otóż, drodzy Państwo, ja nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zostanie zdrowy na umyśle. Z tego co  wiem, normalni dorośli ludzie, uważają pornografię za sprawę, którą dobrze byłoby zamiatać pod dywan, a z pewnością nie wyciągać na światło dzienne i jeszcze uznawać za sztukę, nawet przy całym uznaniu jakim zwłaszcza użytkownicy kwejka.pl czy demotywatorów.pl obdarzają Sashę Grey.

Jak pokazuje przykład modowy, także na tym froncie sztuką jest co innego, niż 100 lat temu. 8 listopada Maciej Zień zorganizował pokaz mody w kościele, gdzie modelki w kusych i przezroczystych strojach, często z koloratkami pod szyją wiją się w takt muzyki z "Dziecka Rosemary i "Tajemnic Brokeback Mountain” prezentując „stroje”, których pewnie i tak nikt nie założy w celu innym niż zaszokowania i zgorszenia. Żal budzi fakt, iż proboszcz parafii, o której mowa, zgodził się na to wszystko. Tym samym pozwolił bowiem w świetle prawa kanonicznego do sprofanowania świętego miejsca chrześcijan(1). 

Zastanawia mnie jedno – czemu akurat w listopadzie w Polsce pojawiło się tyle kontrowersji we wszystkich dziedzinach sztuki? Zbieg okoliczności ? Czy może jakiś sprzeciw wobec tego, że ten miesiąc zaczyna się wizytą milionów Polaków na cmentarzach, gdzie czczą pamięć zmarłych i najczęściej właśnie modlą się. Czy może również sprzeciw przeciwko Polsce katolickiej, w której ogromna rzesza ludzi idzie do kościoła 11 listopada w Święto Niepodległości, mimo że nie jest to święto kościelne? To Kościół jest bowiem dla postępowców symbolem tradycji, konserwatyzmu, i moralności. To Kościół nazywa pornografię, prostytucję i zboczenia złem. Z jednej strony, wyciąga się więc dwa  przypadki pedofilii wśród księży i nagłaśnia do granic możliwości, tak że wydaje się iż nigdy nie skazano za pedofilię osoby świeckiej, z drugiej strony atakuje się tradycje i poczucie smaku – zacierając rączki, oczekując na burzliwe reakcje, na które potem można narzekać. 

Do tego możemy dodać walkę o tęczę na placu Zbawiciela, którą kolejny raz Ratusz będzie odbudowywał i, która nawet jeśli nie była tak planowana- dzisiaj jest symbolem środowisk LGBT, co potwierdza poniższe zdjęcie oraz setki wypowiedzi na Twitterze i FB, oraz informacje iż firma namiętnie tęczę odbudowująca przynosi profity jednemu z polityków PO.

Oczywiście nie mogłabym też pominąć kwestii Warsaw Shore, czyli najbardziej obśmianego programu MTV Polska, wzorowanego na amerykańskich badziewach, w których grupa nierobów imprezuje, pije i oczywiście puszcza się na prawo i lewo i jeszcze dostaje za to wszystko pieniądze, co nie jest aż tak dziwne jak fakt, że miliony gł. nastolatków – to lubią oglądać. Oczywiście rodzima wersja po pierwsze gorsza, po drugie jeszcze bardziej pusta, bo pozbawiona nawet tej krztyny inteligencji, która Amerykanom pozwala między jednym „numerkiem” a drugim wrzucić celną ripostę czy żart.
Reasumując, chciałabym tylko powiedzieć, że żałuję iż poszliśmy do przodu tak, że wkrótce jaskiniowcy poczują się zażenowani poziomem naszego smaku i wyczucia.


1)Kodeks Prawa Kanonicznego: „Miejsca święte zostają zbezczeszczone przez dokonanie w nich czynności ciężko niesprawiedliwych, połączonych ze zgorszeniem wiernych, co – zdaniem ordynariusza miejsca – jest tak poważne i przeciwne świętości miejsca, iż nie godzi się w nich sprawować kultu, dopóki zniewaga nie zostanie naprawiona przez obrzęd pokutny, zgodnie z przepisami ksiąg liturgicznych” (kan. 1211). 


* Update z 18.11.2013
Próbowałam wyciągnąć komentarz od red. Feusette , lakoniczny ale jest [kliknij zdj by powiększyć]  :

Źródła:

http://natemat.pl/82117,hanba-na-spektaklu-jana-klaty (współwł. portalu jest Tomasz Lis)